Home > Motoryzacja > Zanurzyć się nocą…

Zanurzyć się nocą…

 

Zanurzyć się nocą…

Dotarłem na miejsce i zjeżdżam na pobliski parking. Nieopodal mnie rozciąga się niemal ośmiokilometrowa droga, która mogłaby być odcinkiem specjalnym. Wsłuchuję sie w pracę silnika, by upenić sie, że nie wydaje niepokojących dźwięków. Po chwili uświadamiam sobie, że słyszę jedynie miarową pracę rzędowej sześciocylindrowej jednostki napędzającej moje BMW. Spoglądam na fotel pasażera, spoglądając w oczy mojej partnerce i mówię o tym, że teraz powinna się czegoś złapać na wszelki wypadek. Powoli wyjeżdżam z zatoczki i staję przy tablicy z nazwą miejscowości. Choć do terenu zabudowanego jeszcze daleko to ktoś postanowił ją tu postawić. Po chwili ruszam. W akompaniamencie trąb jerychońskich wydobywających się z okolic maski mojego samochodu, czuję lekki uślizg na starcie. ” Ach mogłem to zrobić lepiej… – myśl uderza mnie w głowe z prędkością przelatującego Boeing’a. Szybka prosta przez wzniesienie, dohamowanie i charakterystyczny syk nacinanych, wentylowanych tarcz hamulcowych. Oczami wyobraźni dostrzegam niewidoczną mgiełkę docieranych klocków hamulcowych. Jestem skupiony, wyglądam jakbym był w transie. Teraz już jadę sam. Rzucam się w pierwszy zakręt, troszkę za szeroko. Próbuję zacieśnić tor jazdy. Zaraz jednak uśmiecha się do mnie kolejny zakręt. Wchodzę w zespół serpentyn. Rzucam się w kolejny zakręt, prowadząc samochód lekkim ciasnym poślizgiem. Redukuję, niższy bieg powoduje kolejną porcję jęków silnika, to taka cudowna muzyka….

 

Kawałek prostej, dociskam gaz do końca i czuję jak sportowy fotel wbija mi się w plecy. Oczami szukam kolejnego zakrętu. Uświadamiam sobie jak ważne jest, aby mieć prawidłowo ustawione światła. Jednym szybkim ruchem załączam światła drogowe i przeciwmgłowe. Nie wiele to daje. Nagle moim oczom ukazuje się szybki łuk w prawo, dostrzegam nierówne pobocze i wciskam hamulec do dechy. Normalnie spodziewałbym się tego zakrętu w okolicy przyszłej środy, ale nie dziś. Dziś jest inaczej. Przejeżdżam go na granicy poślizgu i wychodzę lekką kontrą. Kolejna redukcja i kolejny raz błagam mój samochód, aby dał z siebie ile tylko może. Potem w drugą stronę i znów prosta. Zwalniam nieco, w tej okolicy, gdzie drzewa tworzą ciemny tunel z drogą po środku ciężko jest mi dostrzec cokolwiek. Polegam na wyczuciu i refleksie. Choć wiem, że do dużo lepszych znajomych to wiem, że tak nie będzie zawsze. Kiedyś zyskam więcej jednego i drugiego. Kolejne szybkie łuki, jeden z nich dostrzeżony zbyt późno, dzięki czemu zmuszam hamulce do przeraźliwego już jęku. Szybki przelot przez długą prostą kończącą się kolejną partią szybkich łuków i wyjeżdżam na ostatnią prostą. Już odpuszczam, jestem w domu. Chłodze hamulce. Kabinę przez uchylony szyberdach wypełnia zapach rozgrzanych hamulców i ich okładzin. Jestem z siebie zadowlony. Udało się. Dostrzegam, że jednak nie jestem sam. Moja partnerka, gdy zobaczyła pierwszą sekcję morderczych serpentyn postanowiła zamilknąć. Słusznie z resztą. Zatrzymuje się na papierosa i nawrotka…

I tak pędząc lokalną obwodnica, pomiędzy rozmową z moją lepszą połówką, a wyklinaniem w myślach na osoby, które mają zwyczaj jeździć obwodnicą 50, lewym pasem doszła do mnie jedna rzecz…

Mamy tylu młodych kierowców, którzy chcieliby mieć miejsce, gdzie mogliby zweryfikować swoje umiejętności, tudzież ich brak. Tymczasem budujemy stadiony dla drużyn, które nie odnoszą od dziesiątek lat żadnych sukcesów. Orliki z których dzieci często nie mogą korzystać, bo jakiemuś urzędnikowi się czegoś nie chce. Spot promujący rocznicę wstąpienia Polski do UE za 7 milionów. I wiele innych rzeczy, które zostały wyrzucone w błoto, bo ktoś chciał dobrze, ale wyszło jak zwykle. W całym kraju jest tyle miejsc, które drobnym nakładem można by przerobić na takie czy inne areny motoryzacyjnego kultu. Młodzi ludzie mieli by gdzie nabywać umiejętności. Sam zamiast szukając odpowiednich odcinków w okolicy chętnie bym się wybrał w takie miejsce. Niestety mamy w naszym kraju jeden tor z prawdziwego zdarzenia. A skorzystać z niego to zupełnie inna para kaloszy.

A co Wy o tym myślicie ?

Podobne wpisy
Battle Royale – tysiąc metrów po królewsku
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Kilka pomysłów na prezent dla moto entuzjasty…
Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok