Home > Motoryzacja > Systemy które zabiją ducha motoryzacji

Systemy które zabiją ducha motoryzacji

irobot

Wraz ze wzrostem ilości elektronicznych systemów wspomagających kierowcę trudno nie ulec wrażeniu, że duch prawdziwej – nierozsądnej motoryzacji, która od lat dostarczała jej wielbicielom nieproporcjonalnych wrażeń  najzwyczajniej w świecie zanika. Raczej zalewa się regularną krwawicą. Co za tym idzie samochody stają się coraz bardziej naszpikowane elektroniką i pozbawione tak zwanej duszy. Co stanie się, gdy na rynku nie będzie już egzemplarzy, które będą wymagały od kierowcy nieco więcej niż zapięcie pasów i wprowadzenie do inteligentnej nawigacji adresu docelowego?

Ciągle trudno mi wyobrazić sobie dzień w którym najgorsze koszmary fanów nierozsądnej, staroświeckiej i brutalnej motoryzacji staną się rzeczywistością. Gdy to egzamin na prawo jazdy będzie przypominał internetową ankietę i prowadzenie samochodu nie będzie wymagać takich umiejętności jak:  umiejętność szybkiej oceny sytuacji, odrobiny refleksu i wyczucia, a także szczypty odpowiedzialności to na ulice wypełzną tysiące tzw. „użytkowników samochodów”, którzy to jak się domyślam w przypadku awarii któregoś ze skomplikowanych systemów wysiadywać będą na gorącej linii swojego ASO. Idąc o krok dalej w miarę zaostrzenia przepisów drogowych dojdzie do tego, że gdy jakiś nieszczęśnik spróbuje wyłączyć któryś z systemów monitorowania/wspomagania jazdy, próbując wyciągnąć ze swojego błagającego o zmiłowanie 200 konnego 2 cylindrowego Hybry-EKO-Ultra-Green Piece’owego silnika odrobinę radości z jazdy to do lokalnego centrum zarządzania i monitorowania ruchu drogowego w momencie naciśnięcia przycisku zostanie wysłana następująca wiadomość: ” R. Kowalski wyłączył pomocniczy system kontroli bezpieczeństwa. Zagrożenie 2 stopnia niebezpieczną jazdą. Odciąć zapłon i wysłać natychmiast najbliższy patrol w trybie pilnym !” No i cały misterny plan w pizdu…  I z marszu sprawa za spowodowanie zagrożenia w ruchu lądowym. Co myślicie o takiej wizji przyszłości? Trochę nieciekawa nieprawdaż ?

future dashboard

Naturalnie nie jestem przeciwny absolutnie każdemu nowatorskiemu rozwiązaniu. Pod warunkiem, że nie ogranicza ono roli kierowcy – Nie każe wyłączać rozumu. Jest kilka rozwiązań, które według mnie nie są złe. Jak np. kamerki na podczerwień ułatwiające jazdę w nocy, czy nowoczesne reflektory adaptacyjne znacznie zwiększające widoczność nocą. Ale systemy parkujące za kierowcę? Naprawdę? To żaden wstyd zaparkować z kilkoma poprawkami nie rozwalając nic przy tym. Już nie wspomnę o tym, że ciągłe wypychanie samochodów większą ilością elektroniki doprowadzi kiedyś do sytuacji, gdy nieprzeciętnie ambitny student Informatyki/Automatyki/Elektroniki* (niepotrzebne skreślić) przy użyciu laptopa będzie mógł dla zabawy przejąć kontrolę nad losowym samochodem i spowodować ku własnej przyjemności mikro lub makro karambol. Spójrzcie jak ułatwi to wszelkiej maści zamachy na różne osobistości. 🙂 – Cholera… powinienem był odsprzedać pomysł za taczkę, lub wywrotkę dolarów…. Nie na darmo mówi się przecież, że im więcej elektroniki, tym więcej elementów które mogą się po prostu zepsuć. Dzięki temu coraz mniej będziemy w stanie naprawić sami. A wszystkie inne czynności poza faktycznym użytkowaniem samochodu będą wymagać albo niesamowicie specjalistycznej wiedzy albo sporej góry pieniędzy.

Rok 2057, Serwis Znanego Producenta Nowoczesnych Samochodów.

– Panie Kowalski w Pana samochodzie przestał działać Pomocniczy Moduł Wsparcia Interaktywnego Systemu Rozpoznawania Inteligentnego Interpretera Nawierzchni. Trzeba go wymienić jak najszybciej.

– Że co się zepsuło?! A ile to będzie kosztować?

-No mniej więcej, po rabacie oczywiście… pierdyliard Euro.

Jestem święcie przekonany, że gdy dożyję czasów w których to bardzo trudno już będzie kupić samochód nie będący elektroniczną zabawką to jako fan żywej motoryzacji gdzieś w garażu na uboczu będę trzymał samochód chociażby z lat 90-tych. Podejrzewam, że będzie to coś o sportowym zacięciu z silnikiem i niepoprawnej politycznie pojemności. Możliwe, że to będzie któreś BMW serii M bądź M zmodyfikowane na replikę wersji DTM. I gdzieś będę mieć  wszechobecne regulacje na temat emisji spalin i to, że benzyna stanie się pewnie albo zakazana lub po prostu bardzo droga. Co weekend z umiłowaniem prawdziwego wyznawcy „religii o zapachu benzyny”  będę pojawiał się, aby oddać hołd legendarnej wtedy już motoryzacji. Urządzając sobie przejażdżkę po symfonii krętych bocznych dróg lub po prostu, aby na chwilę zanurzyć się w sportowym fotelu i przymykając oczy i chłonąc kojący zapach minimalistycznego wnętrza.

Widać, że towarzyszy mi obawa przed tym do czego ten cały rozwój technologii doprowadzi. Samochody staną się bezdusznymi elektronicznymi zabawkami, a poziom umiejętności kierowców i chęci rozwijania techniki prowadzenia samochodu drastycznie spadnie. Biorąc pod uwagę fakt, że użytkowników samochodów ciągle przybywa to nie trudno się domyślić do jak tragicznych w skutkach następstw może to doprowadzić. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Podobne wpisy
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Każdy chciał być kiedyś dorosły
Automat, czy faktycznie taki straszny?
  • Jeśli chodzi o bezpieczeństwo – poduszki, ESP (albo nawet sam ASR), ABS i to w zupełności starczy 😉
    Wyposażenie komfortowe – klima ręczna, elektryka szyb i lusterek, jakieś sensowne audio, może być komp pokładowy (ale nie jakiś szajsowaty kolorowy lcd) – i styknie 🙂 Zwykły tempomat też w sumie spoko 🙂
    I więcej do szczęścia mi nie potrzeba 🙂

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok