Home > Life Style > Raz na kilka lat przychodzi taka noc…

Raz na kilka lat przychodzi taka noc…

Noc po której chciałbyś wszystko zmienić.

Kto ani razu nie chciał następnego ranka zmienić swojego życia niech pierwszy rzuci kamień. Cyklicznie co kilka lat zastanawiam się nad swoim życiem. Kim właściwie jestem i co osiągnąłem. Jak bardzo różni się to od planów z czasów wczesnej młodości. Planuję wszystko zmienić, a potem wstaje rano w dobrym nastroju i jestem zadowolony z rzeczywistości jaka mnie otacza. Przecież mogło pójść gorzej… W dupie mam wszystkich specjalistów od rozwoju osobistego, którzy są zwolennikami „myślenia twórczego, kreatywnego i sratatata”. Nie jest to bowiem żal do świata, a chwila refleksji. Często tacy samozwańczy specjaliści sami cierpią na widzenie tunelowe, które nakazuje im wmawiać wszystkim dookoła jak bardzo są nieszczęśliwi i jak powinni zmienić swoje życie. Każde słowa wypowiedziane dość krytycznie na temat otaczającej rzeczywistości odbierają jako „typowo polaczkowe” narzekanie. Takie rady możecie sobie wsadzić. Bo to są Wirujące Oktany i jak coś nie pachnie benzyną to jest do bani, a jak nie to jest tak głębokie jak bak Twojego auta, gdy akurat brakuje Ci gotówki, a musisz zatankować.


 

skyfall_rooftop

Mógłbym napisać o tym jak sami definiujemy sobie granice swojej rzeczywistości i jak bardzo polecałbym myślenie „out of box”, ale byłyby to takie same wypociny jak większości sprzedawców marzeń. Ciekawe jest bowiem to, że często, aby poczuć się spełnionymi można przycinać sobie marzenia na miarę rzeczywistości. I to jest bardzo kiepski pomysł. Co mam na myśli? To trochę tak jak z odbudową Fiata 126p potocznie zwanego maluchem. Każdy komu motoryzacja jest odrobinę bliższa niż zeszłoroczny śnieg marzył o tym, aby odbudować jakiś klasyczny samochód. Rzeczywistość jednak okazuje się być cięższa niż kowadło spadające kreskówkowemu kojotowi na głowę. Delikwent kończy ze zmęczonym maluchem na podwórku lub w garażu i zabiera się za jego odbudowę. Prawdziwy klasyk nawet w stanie nadającym się tylko i wyłącznie do kapitalnej rekonstrukcji kosztuje całkiem spory worek pieniędzy. A taki maluch to przecież nieduży wydatek i nowe części na ogół kosztują grosze. Mając odpowiedni budżet, miejsce i kilku znajomych z takimi zdolnościami jak artystyczne blacharstwo/lakiernictwo i umiarkowanie dużą ilością wolnego czasu można temat ogarnąć w kilka miesięcy. Uzyskujemy w ten sposób niemal fabrycznie nowego malucha. Czy to jest ten klasyk, którego tak nasz bohater pragnął? Bo ani to nie ma ciekawego silnika, ani nie ma klasycznej linii przyciągającej wzrok przechodniów, ani nie jest to oldschool’owe Cabrio, którym można by teatralnie ciąć powietrze w stronę zachodzącego słońca „in the middle of nowhere” Sam jeżdżę starszym samochodem i choć posiada on pewne charakterystyczne elementy dla samochodów produkowanych w latach 90-tych to nie udaje, że jest jakimś zjawiskowym zabytkiem, który kładzie na kolana. Więc, gdy widzę w Internecie kolejny projekt odbudowy malucha to w jakiś sposób jest to dla mnie fenomen. Tak przyciąć sobie marzenia, by móc go zrealizować pomimo niesprzyjającej rzeczywistości… Odbudowując relikt epoki, która lepiej żeby nie wracała.


Fiat010

Podobnie rzecz ma się jeżeli chodzi o zmiany życiowe. Zmienić wszystko w jeden dzień? Takie rzeczy chyba tylko na filmach. Zmienianie swojej rzeczywistości to maraton, a nie bieg na sto metrów. Jeżeli chcesz coś zmienić to zacznij od rzeczy drobnych. Zacznij opuszczać deskę w kiblu, czy coś… Wrzucaj bieliznę do koszyka, a nie na podłogę itp. itd. W myśl zasady, że nic dobrego nie dzieję się po 2:00 w nocy to nie warto brać na poważnie pomysłów, które nam wtedy przychodzą do głowy. Gwałtowne w większości wypadków nie wychodzą nikomu na dobre. Mam tu na myśli przykład, gdzie pewien mój kolega zmienił swoje życie w ciągu trzech tygodni trzy razy. Za każdym razem zmieniając pracę, miejsce zamieszkania i plany na przyszłość. Czy wyszło mu to na dobre? Hm… Za każdym razem próbował zmienić swoją rzeczywistość przycinając ją do odpowiedniego szablonu. Odnoszę dziwne wrażenie, że miejscu w którym nie do końca chciałby być. Ze zobowiązaniami, których nie chciał i pracą, która go nudzi. Można by powiedzieć, że trzeba próbować i samemu się przekonać, ale czy warto próbować kroić chleb widelcem, skoro ktoś wymyślił już nóż? I w dodatku jest na wyposażeniu w każdej kuchni?


 

kjfhQ4g

Uważam więc, że jeżeli chce się coś zmienić w swoim życiu to trzeba to robić powoli, ale zdecydowanymi krokami. Krok po kroku realizować postawiony przed sobą plan, a nie rzucać wszystko i udawać, że jest się kimś innym niż jest. W przeciwnym wypadku nadejdzie dzień w którym staniesz przed lustrem i zadasz sobie pytanie: Kim ja do cholery jestem? Przycinając sobie marzenia kawałek po kawałku tak właśnie się stanie. W końcu to co zostanie na końcu będzie tylko bezużytecznym zlepkiem różnych części czegoś innego. I wewnętrza frustracja będzie wyjadać Cię dzień po dniu. Do momentu, gdy znów postanowisz wszystko zmienić. Przez pierwszy tydzień.

 

Podobne wpisy
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Każdy chciał być kiedyś dorosły
Kolejny trafiony pomysł ustawodawców
Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok