Home > Pitu-Pitu > Przychodzi bloger do lekarza.

Przychodzi bloger do lekarza.

Ostatnio byłem trochę wyłączony. Jak nie trudno zauważyć na blogu od dłuższego czasu nie pojawił się żaden wpis. Dlaczego? To proste. Okazało się, że muszę co nieco usunąć sobie chirurgicznie i utrudniało mi to codzienną egzystencję. Jednak przypadłość sama w sobie jest tu bez znaczenia. Kluczem tego wpisu jest to, co udało mi się zaobserwować podczas wszelakich wizyt nie tylko sponsorowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Skoro w przypadku przypadłości chirurgicznych przypomina to istny, żywy kabaret to jak jest w przypadku innych specjalności?

Na początku zaniepokojony obcym kawałkiem czegoś, co pojawiło się na moim ciele i generowało dość obfity ból – tak wielki, że kolejna szklanka Whisky wcale nie powodowała błogiego ukojenia – postanowiłem wybrać się do lekarza pierwszego kontaktu. Akurat w piątek, gdy trudno dostać się do jakiegokolwiek lekarza, bo wszędzie nie ma już miejsc. Postanowiłem więc rozpruć awaryjny materac i zainwestować w wizytę prywatną. Boli, nie ma co dyskutować. Trzeba płacić. Wybrałem więc jedną z prywatnych przychodni i umówiłem wizytę. Miłym zaskoczeniem było to, że sympatyczna młoda kobieta w rejestracji, gdy wypytała o co tak jakby chodzi to od razu zaproponowała „przebookowanie” wizyty na tę do chirurga. Super. Jest teraz dostępny i może przyjąć od ręki. No cóż. Fantastycznie. W środku miło i przyjemnie. Lekarz od razu rozpoznał problem i poinformował, że trzeba to wyciąć. Najlepiej jak najszybciej. Otrzymałem skierowanie do szpitala i w drogę. Najbliżej mojego zamieszkania ( myślałem o tym, aby w razie czego bliżej było po jakieś rzeczy… ) był szpital, który jest zawsze i wszędzie. – Szpital Wojewódzki.

W słynnym Szpitalu Wojewódzkim ( słynnym, bo przecież jest zawsze i wszędzie) musiałem niestety poczekać 5 godzin. Nie mam pretensji – rozumiem, że mają przemiał. Jednak wrażeń z poczekalni SOR-u nie da się tak łatwo opisać. Przykład? Ratownicy medyczni walczący między sobą z pielęgniarkami o łóżka z innych oddziałów, aby pacjent nie mobilny mógł spokojnie poczekać na przyjęcie. –  Komedia. Pani „patologiczna” dolewająca sobie do gardła wódy podczas oczekiwania na wyniki badań rezonansu głowy – standard. Po prostu ilu ludzi tyle ciekawych historii. Pocierpiałem, zabieg przeżyłem i do domu. Niestety przejęty bólem zapomniałem upomnieć się o – jak się okazuje – skierowanie na zmianę opatrunku. Super. Musiałem zmieniać co dzień, a tu weekend. Na szczęście udało mi się raz i drugi wypłakać zmianę opatrunku bez kwitu na ładne oczy. Na szczęście zdarzają się jeszcze przyjaźni ludzie tu i ówdzie. Powiedziano mi, że na zmianę opatrunku w poradni chirurgicznej też trzeba skierowanie, ale inne od lekarza ogólnego. Nie da się wcisnąć. Wizyta prywatna. Yeah! Łaskawie udało mi się dorejstrować do chirurga po zdobytym prywatnie skierowaniu.

Jak każdy prawdziwy Polak sprawdziłem w Internecie przyczyny mej przypadłości. – Wyszło mi, że mam raka i za chwilę umrę – więc postanowiłem jednak zaufać lekarzom. Ale niestety każdy z nich podawał inne przyczyny mojej przypadłości. Pal sześć, jakoś to będzie. Postanowiłem to olać, nie ważne czemu, ważne że trzeba sytuację ogarnąć. Najciekawszą rzecz jednak zauważyłem podczas wizyt w poczekalniach w oczekiwaniu na zmianę opatrunku u chirurga. Skąd tyle sił w tych wszystkich dziadkach, aby niemal siłować się w drzwiach gabinetu o to, kto ma wejść pierwszy? – bez względu na ustaloną kolejność, czy otrzymane numerki… Apogeum wszystkiego zostało przekroczone, gdy zobaczyłem jak na oko 70-letni weteran lekarskich gabinetów z zabandażowanym kolanem, w momencie, gdy drzwi do gabinetu zostają otwarte, by zaprosić pierwszego pacjenta wystrzeliwuje niczym mistrz świata na 100 metrów  zapominając jakby o tym, że przed chwilą ledwo chodził. Magia… Pomyślałem sobie, że skoro nagle tacy wszyscy sprawni, to po co zajmują te kolejki? Chyba, żeby sobie pogadać. Chyba zaczynam rozumieć ideę podniesienia wieku emerytalnego. Wychodzi na to, że w sędziwym wieku, to człowiek jeszcze całkiem sprawny… Nie będę wspominał już o takich klasykach jak : A o której się Pan rejestrował?! Dajcie spokój… Dla tych co tak jak ja rzadko chorują i rzadko robią sobie jakąś krzywdę. Warto odkładać pare groszy co jakiś czas na nieoczekiwane wizyty u lekarzy. Pójdziesz prywatnie to od razu okaże się, że wszystko da się załatwić i będziesz potraktowany jak na klienta przystało.

Najważniejsze, że temat częściowo już za mną i mogę wrócić do codziennych zajęć 🙂

PS: Wiecie, gdzie Ci wszyscy starsi ludzie jeżdżą komunikacją miejską od bladego świtu? REJESTROWAĆ SIĘ U LEKARZY. 

 

 

Podobne wpisy
Felieton o braku tolerancji dla nietolerancji
e36 drift
Felieton o boskim smaku życia.
tds
TDS – nie taki straszny!
Akt Trzeci Tragedii: Wjechał we mnie…
  • W naszej służbie zdrowia panuje jeszcze poprzedni ustrój:) Spróbuj zadzwonić do państwowej przychodni. Jeśli ktoś odbierze to tak jak byś Boga za nogi złapał. Powinni zlikwidować ten syf, a ludzi tam pracujących wysłać na praktyki do normalnych firm.

    • Królu złoty… za którymś razem po 45 minutach czekania na infolinii ( stwierdziłem, że w międzyczasie zjem śniadanie i wypiję kawę ) Pani po drugiej stronie była strasznie zdziwiona, że zwracam się do niej per ” piękna Księżniczko…” Przecie to przysłowiowego pierdolca można dostać słuchając melodyjek na oczekiwaniu i Ivony: Pozostało minut… 🙂 Ale część mordęgi już za mną. 🙂 Ale czeka mnie jeszcze powtórka z rozrywki i „Państwowy Szpital ” 🙂 Więc nie cieszę się zbyt wcześnie. Przynajmniej schudnąć będzie można…

      • Kiedyś musiałem zrobić jakieś badania w jakiejś przychodni i chciałem się na nie umówić telefonicznie. Znalazłem całą stronę numerów. Oczywiście nikt nie odbierał jak dzwoniłem tam gdzie potrzebowałem, wiec na ostrym wkurwie zacząłem dzwonić na wszystkie numery po kolei. Dodzwoniłem się tylko na oddział terapii uzależnień od alkoholu i narkotyków.

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok