Home > Motoryzacja > Panie, to była OKAZJA!

Panie, to była OKAZJA!

autohandel okazja

Podczas ostatniej wizyty w moim ulubionym serwisie odbyłem bardzo ciekawą rozmowę na temat tego jak ludzie kupują używane samochody. Podczas dość długiej debaty udało nam się wytypować kilka typów klientów, którzy przewijają się cyklicznie przez ichniejszy dział serwisu. Ponieważ doszliśmy do dość ciekawych wniosków chciałbym się podzielić z Wami owocami tej rozmowy. Postaram się więc z lekką nutą sarkazmu (wyczuwalną tylko odrobinę ) „przerysować” Wam najbardziej transparentne przykłady zwyczajowo zaklinając w słowo. Niby to takie typowe, niby nikt nie chce się dać wydymać, a prawda jest taka, że jak już dochodzi do oględzin i zakupu to podejmują dość absurdalne decyzje. Skąd to się bierze?

Każdy jest mądry jak ma doradzić drugiemu. Ale mało kto chce wziąć na siebie odpowiedzialność za zakupiony przez znajomego/krewnego samochód. Przyzwyczaiłem się już do myśli, że na polskim rynku wtórnym absolutnie nie ma OKAZJI. A już na pewno nie są nimi samochody wystawiane na portalach aukcyjno-ogłoszeniowych okraszone słowem kluczowym „OKAZJA”. Niemal każdy ma coś za uszami, każdy chce coś ukryć lub po prostu „zapomina” powiedzieć, że na samochód przypadkiem podczas wizyty w tartaku spadł konar wielkości Boeing’a. Zamalowywanie świecących się kontrolek markerem permanentnym, czy obejścia różnych obwodów to po prostu standard.  Oczywiście „kto nigdy nic nie wyrzeźbił niech pierwszy rzuci kamień”. Fenomenem dla mnie jest to, że pomimo tego, że w internetach można odnaleźć setki… Ba! Nawet tysiące poradników na co zwrócić uwagę przy zakupie to czasem nawet ogarnięty kupujący finalnie wierzy w istniejący „Święty Gral” używanych samochodów. Używany przez Niemca lekarza, który jeździł swoim nowym samochodem przez X lat tylko do kościoła za rogiem i to w co drugą niedzielę. Kupujący są różni, ale w jakiś dziwny sposób do siebie podobni. Nie wymienię tu wszystkich ich typów, gdyż graniczy to z cudem. Ale umieszczę krótkie opisy tych, którzy najbardziej utkwili mi w pamięci.

Podoba mi się kolor, a pan mówił, że to była okazja…

Zacznę z grubej rury. Otóż najbardziej współczuję kupującym (często kobietom) tego, że z różnych powodów wybierają się po auto zupełnie same. Bez najdrobniejszej pomocy merytorycznej i wchodzą do najbliższego auto handlu i…. Pan Mirek (stereotyp handlarza) już wie co z nimi zrobić. Radosna Pani kupuje samochód, który pierwszy spodobał jej się z wyglądu. A jak usłyszy jeszcze od miłego Pana Mirka, który z dziwnych powodów od razu zaproponował przejście na per „Ty” i miał przy tym tak bardzo szelmowski uśmiech, że nie powstydziłby się go sam Lis Witalis to nie ma czasu na zastanowienie. Pan Mirek mówił przecież, że to okazja i specjalnie dla niej zejdzie trochę z ceny. No przecież dla tak zjawiskowej kobiety… No bum no i bęc. Później okazuje się, że ze świeżo zakupionym autkiem jest coś nie tak. Pani udaje się do serwisu i dopiero wychodzą kwiatki. Bo to kiedyś była fiesta…. I jest płacz i zgrzytanie zębów. A Pan z seriwsu często z bólem serca wystawia wycenę przywrócenia samochodu do stanu użyteczności, która często przekracza kilkukrotnie koszt zakupu okazyjnie kupionego samochodu. Mówię, że z bólem serca, bo życzę, aby taka niewiasta trafiła chociaż na pocieszenie do serwisu, który choć odrobinę przejmuje się swoimi klientami. Bo inaczej mogłoby być dużo gorzej.

hqdefault

Brygada Kryzysowa numer…

Kolejną grupą są kupujący, którzy jako zaprawieni w boju biorą ze sobą całą komisje śledczą. To dobrze dla nich. Być może uda się dostrzec jak najwięcej niedoskonałości i dzięki temu okazja w porę okaże się być miną stulecia i w porę wszyscy razem wezmą nogi za pas. Bo umówmy się, że jako cwane bestie dumni ze swojej narodowości potrafimy ukryć naprawdę wiele, aby rodakowi przysporzyć problemów i pozbyć się tego, co akurat nam zalega na podjeździe. W efekcie czego nawet najlepsza komisja śledcza, złożona z samych wyjadaczy może się mylić. I wcale nie jest to złośliwe nawiązanie do gwiazd polityki. No dobra. Jest. Dzięki naszej burzliwej historii kod genetyczny zapisany w nas samych pozwala się nam przystosować także do skrajnie nieprzyjaznych warunków. Dlatego też w odpowiedzi na wspomniane wyżej źródła wiedzy sprzedający wymyślają coraz bardziej finezyjne sztuczki, aby zamieść pod dywan to i owo. Nieustający wyścig zbrojeń podnosi stawkę, bo przecież im droższe auto tym więcej można zarobić naprawiając je prowizorycznie i puszczając dalej  jakiemuś cebulakowi*. Podsumowałbym to jednym zdaniem. I Eksperci dupa, gdy finezji kupa.

Niby świadomy, ale…

Czasem okazuje się, że nawet człowiek obeznany w realiach polskiego rynku wtórnego także wpakuje się na minę no bo okazja zdarza się jedna na miliard. Wyżej wspominałem już o Świętym Gralu samochodów używanych. W ferworze walki jaką można nazwać poszukiwanie rozsądnego samochodu używanego można ulec złudzeniu, że właśnie taka oto okazja przytrafiła się właśnie nam. Nie bez znaczenia jest tu także nasza narodowa potrzeba bycia lepszym od sąsiada, kolegi, teściowej, czy szwagra. Wszystko jedno.Wtedy kupujący racjonalizuje sobie w głowie różne napotkane usterki, bo przecież to pierdoła, a tu tylko trochę szpachli….„Przecież tyle, to jeszcze można…” i klient teoretycznie świadomy dopiero po zakupie uświadamia sobie, że na własne życzenie kupił to, przed czym tak bardzo chciał się ustrzec. Z bólem serca akceptuje więc ten fakt i robi co może, aby tę drobną pomyłkę sobie zrekompensować i doprowadzić auto do stanu jakiego oczekiwał. Między samochodem jaki planował kupić, a jaki kupił często jest kilka grubych tysięcy złotych.

Klient zmęczony….

To taki, który posiada wiedzę, umiejętności i chęć podążania za przysłowiowym króliczkiem podczas poszukiwań samochodu. Szuka tego jedynego i sprawnie odrzuca wszelkie egzemplarze jeden po drugim odkrywając to co często mają do ukrycia. W efekcie czego spędza całe miesiące na podróżowaniu po Polsce w poszukiwaniu wymarzonego egzemplarza spełniającego założone na wstępie kryteria. W pewnym momencie czuje się tymi poszukiwaniami tak bardzo zmęczony, że w akcie desperacji kupuje następne auto na jakie trafi. Po prostu czuje się zmęczony poszukiwaniami, ciągłymi podróżami, rozmowami ze sprzedającymi i ciągłą gonitwą za upragnionym egzemplarzem. Staje się desperatem, któremu już wszystko jedno. To przykre, ale prawdziwe.

On po prostu chce mieć fajny samochód…

… i trochę się nim nacieszyć. Ten typ ma dużo wspólnego z wyimaginowanym i przerysowanym obrazem posiadacza samochodu w poprzednim wpisie (klik). Dobrze wie, że za samochód jaki nabył musiałby często zapłacić dwa razy więcej. Wie także, że to nie jest najlepszy wybór, ale jednak zdecydował się go kupić. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Chciał się pokazać, chciał kupić coś fajnego i ponadczasowego, ale nie do końca posiadał fundusze, aby ta myśl stała się rzeczywistością i na pohybel wszystkim wylądował z tym co ma. Rozkłada się więc na kanapie dla klientów serwisu i na wieść o tym, że auto po podpięciu do komputera z programem diagnostycznym zameldowało 100 błędów i z tego 60 jest stałych odpowiada tak wiele mówiące „Yhy… ale w sumie to można nim jeździć, prawda? ” Można. Można jeździć z niesprawnymi poduszkami, błędami wszelakich czujników i wieloma innymi. Ale czy to o to chodzi? Żeby kupić auto na które go nie stać i sprawiać wrażenie, że jest inaczej? Magia.  Pojeździ rok, a jak się rozleci to będzie się zastanawiał. Albo płakał, że taka czy inna marka nie robi już trwałych samochodów.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam się za eksperta w tych sprawach i nie chciałbym stawiać się na pozycji jakiegoś guru. Mężczyzna sam bierze na przysłowiową klatę odpowiedzialność za swoje decyzje. Te mniej lub bardziej trafione. Ale powody dla których kupujemy niekiedy świadomie samochody nie warte uwagi i będące skarbonkami na kołach są same w sobie bardzo interesujące. W realiach jakich przyszło nam bytować trudno kupić coś naprawdę wartego uwagi nawet dysponując odpowiednim budżetem i wiedzą. Zastanówmy się nad tym chwilę, bo jeżeli już ktoś chce sprzedać samochód, który ma swoje wady, ale niczego nie chce ukrywać to sprzedaż po rozsądnej cenie jest praktycznie niemożliwa. Okazuje się , że rynek zmusza do zamiecenia tego i owego pod dywan. Błędne koło. Realia finansowe często pozwalają jedynie nielicznym na zakup auta nowego, bądź z producenckiej sieci wtórnej. Gdyby nie ten drobny szkopuł rynek wtórny mógłby wyglądać zupełnie inaczej…

 

 

 

*Ogólnie nie lubię tego określenia, jest tak bardzo przerysowane, że aż żałosne. Zdecydowałem się jednak go użyć, aby podnieść poziom absurdu.

 

 

Podobne wpisy
Battle Royale – tysiąc metrów po królewsku
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Kilka pomysłów na prezent dla moto entuzjasty…
  • Deox

    Hehe 😀 Bierz lepszej nie będzie 😀

  • A ja znalazłem swój ŚWIĘTY GRAAL 🙂 Fakt, że miałem fuksa tysiąclecia, ale się udało 🙂

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok