Home > Pod lupą > Niechciana przygoda z BRE Ubezpieczenia cz.1

Niechciana przygoda z BRE Ubezpieczenia cz.1

Ponownie muszę być uczestnikiem wydarzeń, których nie do końca uczestnikiem chciałbym być. Mianowicie zapowiada się, że będę musiał powalczyć z BRE Ubezpieczenia, jeśli jak to zwykle bywa wszystko będzie nie po mojej myśli.

Słowem wstępu…

W ostatni weekend z okazji podróży służbowej przyszło mi przemierzyć płynnie i bezpiecznie ponad tysiąc kilometrów. Płynnie, bezpiecznie i całkiem przyjemnie. Jedną ostatnich rzeczy jakich bym się spodziewał to to, że chwilę po powrocie ktoś wjedzie mi w tył i to w tak prozaiczny sposób. Bywalcy wiedzą co mam na myśli. Ostatnio wreszcie za sprawą nabytych drogą kupna felg BMW Motorsport i oryginalnego spoilera także BMW Motorsport. Nareszcie wygląd mojego samochodu zaczął spełniać moje oczekiwania. Można by rzec, że byłem nawet odrobinę dumny z tego jak to wszystko się połączyło. Z radością wybrałem się w podróż służbową i z niej wróciłem.

Następnego dnia po powrocie z racji pogody w kratkę podjąłem decyzję o tym, aby do pracy dojechać samochodem. Bo przecież cóż złego mogło się stać? Niestety niektórych wydarzeń nie można przewidzieć. A szkoda, bo gdybym wiedział to wybrałbym ZTM. Na jednej z głównych ulic przemieszczałem się w miarę możliwości i korków płynnie w stronę domu, lekko puszczając wodze fantazji w kierunku spodziewanego na miejscu smakowitego obiadu, który to miała przyrządzić moja luba. O ja głupi! W pewnym momencie sytuacja zmusiła mnie do zatrzymania samochodu, aby nie uderzyć w kierowcę wyrywającego się z pasa, który został zablokowany przez nadmiar opętanych rządzą do lewoskrętu. Płynnie więc zatrzymałem swój samochód, aby uniknąć ewentualnego zderzenia ( nie był to hebel w podłogę) i sekundę po tym poczułem dość solidne uderzenie w tył. Moja głowa odbiła się od zagłówka, poszybowała do przodu i wróciła na swoje miejsce. Jakby ktoś strzelił biczem. Momentalnie wściekłem się na los i zakląłem siarczyście po staropolsku. A tak było pięknie… Trwałem chwilę w osłupieniu. Z amoku wyrwało mnie pukanie w szybę. To był młody mężczyzna około lat trzydziestu – sprawca.

-Zjedziemy tu na bok! – rzekł na tyle głośno, abym usłyszał przez zamkniętą szybę.

Ze smutkiem skinąłem głową i włączyłem prawy kierunkowskaz. Powoli wjechałem na chodnik, a następnie w przestrzeń między budynkami. Sprawca spokojnie oznajmił mi, że przeprasza i że to bezdyskusyjnie jego wina. Pewnie był lokalnym geniuszem. Sam bym na to nie wpadł…  – skwitowałem w duchu. Prędko tłumaczył, że opony mu nie skleiły ( było po deszczu ) i bla bla bla…. Zerknąłem ukradkiem na opony w jego Volkswagenie Passacie Kombi – naturalnie 1.9 tdi. Wcale nie byłem już zdziwiony. Opony, a raczej oponki, były z tego co pamiętam jakiejś bardzo budżetowej marki z trudnym do zdefiniowania bieżnikiem. Na jego szczęście nie był irytujący i widocznie chciał się dogadać. Spisaliśmy oświadczenie z miejsca zdarzenia, w którym to ogólnie ujęliśmy wstępny zakres zniszczeń mojego samochodu. Kompletny tylny zderzak wraz z mocowaniami i pewnie wzmocnienia. Taka była wstępna diagnoza. I oryginalny M pakiet poszedł się jebać, jak to stwierdziłem na głos. Po wypełnieniu papierów roztrzęsiony pojechałem dalej w stronę domu. Czując tym samym dziwne napięcie karku. Pomyślałem wtedy, że to wynik zdenerwowania.

Telefon do BRE Ubezpieczenia

Gdy tylko wszedłem do domu moja druga połówka od razu zauważyła, że coś jest nie tak. W odpowiedzi pokazałem jej oświadczenie sporządzone na miejscu zdarzenia. Bez słowa otworzyłem okno w sypialni i zaczerpnąłem miejskiego powietrza. Przed wykonaniem telefonu postanowiłem ochłonąć. Odczekałem więc pół godzinki i zadzwoniłem pod numer uwieczniony na zdjęciu polisy sprawcy. Miła kobieta na infolinii po zebraniu podstawowych danych poinformowała mnie, że w ciągu godziny otrzymam kolejny telefon, gdzie dowiem się co będziemy robić dalej. Takiego oczywiście nie dostałem, co nieco mnie poirytowało. Ale tłumaczyłem sobie, że one muszą tak ściemniać na tym kablu, bo przecież muszą sprawiać wrażenie szybko działających i profesjonalnych. Ech… Takiego tam….

Rankiem przeżyłem mały szok, gdyż obudziłem się ze zdrętwiałą szyją i prawą ręką. Wściekłem się nie na żarty. Być może wczorajsze doznania nie były tylko wynikiem zdenerwowania?  – zadając sobie to pytanie postanowiłem wybrać się do lekarza. Zastanawiając się w międzyczasie czy pulsujący kręgosłupa jest jedynie psychosomatyczny, czy też jest oznaką czegoś bardziej złożonego. Po śniadaniu otrzymałem „lekko” spóźniony telefon od kolejnej uroczej niewiasty pracującej na infolinii. Zebrała kolejną porcję danych i poinformowała, że rzeczoznawca skontaktuje się ze mną w ciągu trzech dni… Ja znam już te Wasze trzy dni… – pomyślałem. Ku mojemu zdziwieniu rzeczoznawca faktycznie zadzwonił już następnego dnia rankiem. Umówiliśmy się na mniej więcej za godzinę od telefonu ( zależało mi na czasie, ponieważ byłem już umówiony na prześwietlenie kręgosłupa) i w miłych słowach wyraziliśmy radość z nadchodzącego spotkania. Muszę powiedzieć, że rzeczoznawca zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Był sympatyczny, profesjonalny i na moje oko wykonał swoją robotę katalogowo. Pomierzył to i owo, zrobił zdjęcia, a następnie u góry wypełniliśmy papiery, rozmawiając po trochu pomiędzy kolejnymi sekcjami stosownych dokumentów. Jedynym zastrzeżeniem, które było powodem mojej wewnętrznej kilku sekundowej irytacji było to, że usłyszałem, że teraz technika poszła do przodu i że zderzaki można naprawiać w bardzo szerokim zakresie… Zakląłem w duchu, że przecież nie po to miałem oryginalny nienaprawiany M Pakietowy zderzak, żeby teraz mieć naprawiany…. Ale nie wyraziłem tego na głos. Pomyślałem, że to bez sensu. Tak to złego słowa o Panu rzeczoznawcy powiedzieć nie mogę, a nawet pochwalić, że sprawnie uwinął się ze swoją pracą. Wycena wartości samochodu według eurotaxu, czy tam innego katalogu oczywiście była jak policzek wymierzony prosto w twarz. Zastanawiam się czasem skąd oni biorą takie ceny? Czy naprawdę Janusze naciągnęli tyle truchła do kraju, że średnie ceny wybranych modeli są po prostu żałosne i nijak się mają do realnej ceny na rynku wtórnym? Ech… Nibylandia.  Z ciekawostek powiem, że M3 E36 wychodzi tylko troszkę drożej niż moje 2.8. Chętnie dopłaciłbym tę drobną różnicę, aby stać się posiadaczem M3 w tak atrakcyjnej cenie.

Tymczasem łykam znany rozwiązywacz wszelkich problemów pod dumnym szyldem Ketonal Forte i paraduję umiarkowanie dumny w kołnierzu ortopedycznym. Bo jak się okazało musiałem przyjąć uderzenie bardziej niż mi się to wcześniej wydawało ( trzymałem nogę na hamulcu), więc uraz, którego doznałem jest całkiem realny i daje o sobie znać takim, czy innym bólem. No cóż… zmuszony będę zgłosić to do ubezpieczenia. Bo przecież dlaczego mój ból i krzywda nie miałyby zostać z rekompensowane? Jakby tego było mało, że mam uszkodzony samochód…Zobaczymy jaki będzie wstępny kosztorys i propozycja kwoty odszkodowania za samochód. Niestety na obecną chwilę wiem, że nie będzie to tylko zderzak z mocowaniami, bo jeszcze przed oględzinami w schowku koła zapasowego, gdzie kończy się pas tylni zauważyłem niepokojące wybrzuszenie.

Czy ubezpieczalnia stanie na wysokości zadania, aby zrekompensować poniesione straty? Dręczę się tym pytaniem od kilku dni… Może BRE Ubezpieczenia lepiej rozwiąże sprawę niż PZU...

Podobne wpisy
Dni M Performance w Bawaria Motors Gdańsk
Oktanowy Konkurs I : – WYNIKI!
Oktanowy Konkurs I – do wygrania kubki termiczne BMW
Pierwszy moment za kierownicą BMW…
  • Może spróbuj bezgotówkowo rozwiązać sprawę.
    Faktycznie nieciekawie Cię załatwił. Z fotki myślałem, że tylko zderzak popękał, a tu aż o kręgosłup się otarło.

    • Właśnie jutro będę wiedział, czy mój ulubiony serwis będzie w stanie zająć się sprawą bezgotówkowo. W temacie pleców okazało się, że dostałem bardziej niż się spodziewałem. Powodem mogło być to, że sam strzał był niespodziewany i że utrzymałem nogę na hamulcu, przez co przyjąłem uderzenie częściowo na siebie. Emocje uśmierzyły ból…
      Dostałem dziś też pierwszą wycenę. Jakby ktoś dał mi w twarz. Śmieszne ceny robocizny, jeszcze zabawniejsze ceny części, a już śmiech na sali wywołuje propozycja „zamienników”. Czy to ma być doprowadzenie samochodu do stanu z przed kolizji? Kiedy części były oryginalne, a proponuje się zamienniki?

      Po prostu jestem wulkanem nerwów w ostatnich dniach. Wszystkie TU z jakimi mam do czynienia to oszuści i złodzieje….

      • No chyba lepiej by było bezgotówkowo bo z wyceny to pewnie ledwo starczy na zamiennik z allegro „wygląda jak ori”.
        Trzymaj się!

  • Kiedyś ktoś pomalował mi auto na czerwono, rozlał farbę. Pojechałem do ubezpieczenia, ale jak mi koleś doradził, lepiej zakasać rękawy i zeskrobać farbę samemu póki nie wyschła niż czekać na ekspertyzę, bo okaże się, ze tylko pół auta pomalują. Zeskrobywanie zajęło mi 2 godziny i śladu nie było widać. A inaczej straciłbym czasu chyba dużo więcej. I nerwów

    • Tak, masz rację…. Gdyby to była farba, czy coś to podejrzewam, że ogarnąłbym temat tak jak mówisz. Ale przedmiotem sprawy nie jest tylko farba. Niebawem kolejny wpis ukazujący dalsze perypetie. Bo się dzieją „chocki-klocki”….
      W każdym razie dzięki za komentarz 🙂

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok