Home > Life Style > Historia pewnego starego pendrive’a

Historia pewnego starego pendrive’a

czyli o muzyce do jazdy słów kilka.

W pierwszym samochodzie którym przyszło mi się poruszać po zrobieniu prawa jazdy nie było radia. A w połączeniu z dość nieciekawym silnikiem sprawiało to, że jazda nie była dość przyjemna. Niby kombinowałem trochę, to tu z bezprzewodową słuchawką do empegrajki, trochę z muzyką z telefonu, ale to były próby bardzo mizerne. Po kilku miesiącach takiej tułaczki, gdy to nabyłem drogą kupna pierwszy prawdziwie mój samochód to radio pozostawione przez poprzedniego właściciela stało się istnym darem od losu. Nie był to model zbyt wybitny, ale przede wszystkim z napędem CD i obsługą formatu MP3. MP3! Ależ się wtedy tym jarałem w duchu. Układałem w głowie epickie składanki, a potem próbowałem upchać jak najwięcej plików na płytę CD. Tworzyłem różne kompilacje z kawałków które uwielbiałem. Do jazdy na co dzień. Do jazdy na noc. Na trasę itp. itd. Naprawdę różne różności. Z racji tego, że bycie przysłowiowym „kucem” przeszło mi mniej więcej w wieku lat osiemnastu to byłem otwarty na naprawdę wszelkie nurty muzyczne. Od disco polo do muzyki poważnej. Przez Rock, Metal, Rap, Pop i wszystko inne. Było tyle możliwości!


#Ratatat – Loud Pipes #AHA – Take me on #Modern Talking – Cheri Cheri Lady  #Supermode – Tell me why #Capone – NFS


IMG_1239_copy

Jeden z pierwszych pendrive’ów jakie kupiłem z myślą o samochodowych składankach. Pamiętacie, gdy płyty tej firmy były bardzo popularne?

Gust czasem się zmienia lub jak kto woli ewoluuje. Pomimo tego są jednak takie utwory, które zawsze będą niesamowite pomimo setnego odtworzenia w tym miesiącu. W przerywnikach pomiędzy kolejnymi akapitami porozrzucałem różne utwory będące wewnątrz mojej głównej playlisty do samochodu. Gdy mogłem sobie pozwolić na radio z portem USB i możliwością odtwarzania muzyki z pamięci przenośnej wszelkie granice zniknęły. A świat mojej samochodowej muzyki nie był już niczym ograniczony. Dlatego też, gdy przy okazji porządków domowych natrafiłem na jednego z pierwszych pendrive’ów z muzyką jakich używałem i używam wybrałem się w niesamowitą podróż do własnego wnętrza, gdzie mogłem zastanowić się nad tym jak wiele się we mnie zmieniło na przestrzeni lat. Zawsze napotykając na składanki muzyczne z różnych okresów mojego życia zastanawiam się co w danym okresie mną kierowało, aby dobrać właśnie takie utwory. Byłem radosny? A może walczyłem z jakimiś problemami? Wszystko sobie wtedy przypominam. Dość jednak tego przydługiego wstępu. Pora na więcej konkretów. Jaką muzykę preferuję w zależności od okazji i dlaczego taką.


#Buena Vista Social Club #K. Loggins- Danger Zone #Flashdance – Maniac #Chicago – If you leave me now #Danzig – Mother


Muzyka do jazdy nocą

Wybierając się w dalszą podróż pod osłoną nocy lubię słuchać delikatnych trance’owych utworów, często Armina Van Buurena z albumów o tytule A State Of Trance. Rytmiczna muzyka tego typu sprawia, że czuję się naprawdę dobrze i przede wszystkim mogę bardziej skupić się na tym co dzieje się na drodze. Natomiast gdy zaczynam czuć się zmęczony, a do sensownego miejsca postosju jest jeszcze kilkanaście kilometrów to z całą brutalnością potrafię odpalić szereg szlagierów Disco Polo i śpiewać pod nosem. I kto nigdy nie słuchał choćby dla beki Disco Polo niech pierwszy rzuci kamień, bo inaczej przy czym byśmy bawili się na weselach? No właśnie. Radosne piosnki o miłości bądź życiu kawalera zawsze sprawiają, że staje się weselszy i nieco pobudzony. Dlatego też to moim zdaniem doskonały wybór, aby odrobinę się pobudzić. W życiu za to jadąc w trasę nie przygotowałbym sobie kompilacji muzyki klasycznej.


#Dj Matus – Extasija #Rihanna – Only Girl #Lady Gaga – Applause #AvB – Mirage #Metallica – Whisky in the Jar


Muzyka na poranek pełen energii

Wyruszając rankiem do pracy lubię posłuchać wybranych utworów z repertuaru Lady Dżazgi, czy innej Ryjanny. Pomimo tego, że to w większości masowo-popowy chłam to wcale nie znaczy, że nie można wynaleźć kilku niezłych utworów. Utworów, które w połączeniu z porannym słońcem i zwykle dobrym humorem są idealnym uzupełnieniem miłego poranka. Zawsze uważałem, że zamykanie się sztywno w jednym gatunku muzycznym jest takie trochę…sztuczne. Rozumiem upodobanie, ale omijanie pewnego kanonu twórczości tylko z zasady jest dla mnie śmieszne. Chętnie sięgam więc po taką, czy inną twórczość. Oprócz kilku wyjątków, których najzwyczajniej w świecie nie zniosą moje uszy. Abstrahując od tych wyjątków to często masowa muzyka okazuje się całkiem zdrowo inspirująca.


#AC/DC -Thunderstruck #Chris De Burgh – Lady in Red #R. Marx – Right Here Waiting #Scorpions – Hurricane #Indila – S.O.S


Muzyka Codzienna

Na codzień natomiast preferuję wszystko to co preferuje klasyczny rock i pop z lat 80′ i 90′. Popołudniem usłyszeć można u mnie takich wykonawców jak Metallica, AC/DC, ale też Chris de Burgh, czy Richard Marx. Nie wzgardzam także polskimi wykonawcami jak Perfekt, Kombi, czy Marek Grechuta. Starocie, ale dla mnie ciągle na fali. Zawsze byłem zwolennikiem muzyki emocjonalnej. Która niesie ze sobą jakiś przekaz. Ładunek emocji. Unikam jednak wszelkiej maści Rapu i Hip Hopu. Po prostu nie przekonuje mnie zawartość tych utworów i grupa docelowa. Ale jak ktoś lubi to nie mam nic przeciwko. Na zdrowie. Nikogo nie zamierzam prostować w tej kwesti. Nie tędy droga.


#Bednarek – Cisza #Kavinsky – NightCall #Jackson – Thriller #B.Marley – Bad Boys #P.Engeman – Push it to the limit


Kwestia sprzętu…

Dobre audio podstawa szacunku na dzielni… Ja jednak uważam, że głośność nie zawsze idzie w parze z jakością. Dlatego też nie jestem zwolennikiem montowania tuby basowej w bagażniku tylko po to, aby wraz ze mną mogła słuchać muzyki cała dzielnica. Póki co zadowalające dla mnie jest słuchanie muzyki z jako takiego radia i odrobinę żywszych niż standardowe głośników. W przyszłości chciałbym jednak to audio odrobinę rozwinąć. Byćmoże wpadną jeszcze lepsze głośniki i może jakiś wzmacniacz… Według mnie najlepsze audio można poznać po tym, że w środku możesz cieszyć się dość sensowną jakośćią dźwięku, a na zewnątrz muzyka jest zaledwie minimalnie słyszalna.


 

Jeśli podobał Ci się wpis będzie mi niezmiernie miło, gdy dasz mi o tym znać w postaci łapki w górę lub udostępnisz go znajomym.

Podobne wpisy
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Kilka pomysłów na prezent dla moto entuzjasty…
Pierwszy moment za kierownicą BMW…

One Pingback/Trackback

  • U mnie na pokładzie króluje radio na kasety 🙂 Niestety nie mam wyjścia na pendrive, AUXa, ani nawet odtwarzacza płyt CD. Jestem zmuszony słuchać tego co zapoda DJ w stacji radiowej. Ale nie narzekam.

    • No Panie Kolego, nie pogadasz. Świetna sprawa, bo znakomitą większość oryginalnych kaset można kupić w necie za symboliczne kwoty. Ale na dłuższą metę jakość kasetowa byłaby dla mnie odrobinę męcząca. 🙂

  • Ostatnio robiłem swoją listę ulubionych piosenek do auta i też postawiłem na Thunderstruck. Ratatat także się pojawił, lecz z innym kawałkiem „Falcon Jab”.

    I to uczucie posiadania radia na empetrójki jest mi doskonale znane. Nakupiłem chyba z 15 płyt, które zapełniłem po brzegi w godzinę. Każdą opisałem cuchnącym markerem, zbyt grubym, by można było się odczytać. I miałem ogromną satysfakcję. A teraz? Mogę sparować telefon, obejrzeć film, a i tak przez większość czasu słucham jednego radia.

  • Pingback: 10 hipnotyzujących utworów do prowadzenia samochodu()

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok