Home > Pitu-Pitu > Małe pudełko pełne niezapomnianych chwil

Małe pudełko pełne niezapomnianych chwil

czyli jak przypadkowo odkryłem istotę prawdziwej radości z jazdy.

Wszyscy dookoła powtarzają, że najważniejsza jest radość z jazdy, ale czym ona tak naprawdę jest? Jak mantrę powtarzają te słowa przede wszystkim producenci, fani poszczególnych marek i właściciele Dacii Logan. Chciałbym Wam jednak wyjaśnić moją definicję. Do przemyśleń na ten temat skłoniła mnie krótka randka z samochodem, który w kwestii wspomnianej radości stoi tuż za Fiatem Multipla. Z tą radością to jest tak trochę jak z ambitnym niezależnym kinem erotycznym. Nie wiesz, czego chcesz, ale jak to zobaczysz to będziesz wiedział. Analogicznie trudno to zdefiniować, ale jak poczujesz to będziesz wiedział. Bo widzicie, radość to emocje, chwile, które bardzo trudno odtworzyć. I myli się ten kto uważa, że radość z jazdy to odcina przy starcie z każdych świateł.

model-jelacy-ramirez-take-ride-in-900-hp-evo-video-photo-gallery_3 (1)


 

Wszystko dzieje się tylko w głowie

Trudno nazwać radością slalom między „ruchomymi pachołkami” na ulicach miast. Dla mnie to coś zupełnie innego. Możliwe, że nawet odrobinę trochę ponad tym wszystkim. Bowiem prawdą jest jakoby radość może dać każdy samochód. Tak. Dacia Logan też. Trzeba tylko umieć tę radość odnależć. Brzmi nieco absurdalnie, nieprawdaż? Otóż nie. Każdy z nas inaczej do tego podchodzi bo tam gdzie jeden czuje, że żyje drugi może przysypiać będąc pod wrażeniem otaczających go wydarzeń. Podążając tym tropem można dojść do prostego wniosku. Każdy samochód może dawać radość z jazdy. Dla niektórych może ona objawiać się w postaci niskiego spalania w efekcie czego można wydać więcej np. na prenumeratę „Naszego Dziennika”, a dla innych może to być przyśpieszenie powodujące, że ich narządy wewnętrze sprawiają wrażenie, jakby ktoś wrzucił je do pralki i włączył wirowanie na 1600 obrotów. Jeden wcale nie jest gorszy od drugiego. Po prostu każdy z tych ludzi ceni sobie inny zestaw emocji. Sztuczka polega na tym, by odnaleźć ten właściwy  – należący tylko do nas. W efekcie czego z odrobiną szczęścia będziemy mogli odnaleźć go w niemal każdym samochodzie. I nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, czy jest to Nissan, Audi, BMW, czy  Smart Fortwo. Naprawdę.

Jakiś czas temu miałem okazję, a raczej zostałem zmuszony do tego, abym na kilka dni zasiadł za kierowicą Fiata Cinquecento 700. Słownie „Siedemset”. Oczywiście w znanej i cenionej wersji ABC – Absolutny Brak Czegokolwiek.  Z astronomicznym przebiegiem stu dwudziestu siedmiu tysięcy kilometrów. Igła od dziadka, co pod kocem trzymał, a jeździł tylko do kościoła i to w co drugą niedzielę co by samochodu na daremno nie zużywać. I to nic, że kiedyś miał dwadzieścia trzy mikro-kucyki mechaniczne pod maską ( zostało może z 15). To nic, że przekroczenie magicznej setki zajmowało w nim około kwartału. Absolutnie  nie miał znaczenia fakt, że środek ciężkości konstruktorzy uznali za jakieś tam wymysły nawiedzonych maruderów. A kontrola na wypadek poślizgu niespodziewanki? Paaanie, jaka tam kontrola. Z takimi mikrokółkami był jak gokart. Tyle, że może wolniejszy. Pomimo tych wszystkich jakże ważnych i kluczowych cech niebieski kaszlak po liftingu zapewniał jedną bardzo ważną rzecz. Dobrą zabawę i pełen zestaw emocji prosto z kolejki górskiej. Dlaczego? Był po prostu zabawny.

Pamiętam, że moja luba wspomniała swego czasu, że tak ubawionego nie widziała mnie za kierownicą. Ani pierwszej, ani drugiej Rity (mojego ex i obecnego BMW). Jak tu dobrze się nie bawić?

Ciśniesz gaz do dechy ze świateł:

Jedynka… Gaz do dechy.

Dwójka…Gaz do dechy.

Trójka… Gaz do dechy.

Czwórka… O! popatrz weszła gładko ! – Gaz do dechy.

Spojrzenie na licznik, a tam całe 60km/h!


5634262800_1322048154

Siedemseta wygląda trochę jak bulbulator, który da się naprawić przy użyciu młotka i śrubokręta.


 

Sama radość i śmiech

Można było się poczuć, jakby właśnie została przekroczona bariera dźwięku. Bo za kierownicą takiego krążownika poczucie prędkości to rzecz bardzo względna. Przede wszystkim dlatego, że gdy w normalnej wielkości samochodzie 100 km/h nie jest jakimś wyczynem to tu po prostu było to walką o życie. Mając świadomość, że gdy coś pójdzie nie tak najzwyczajniej w świecie ostatnią rzeczą jaką zapamiętasz przed śmiercią będzie metaliczno – benzynowy smak gaźnika, który zostanie… w Twoich zębach. To dopiero są emocje na najwyższym poziomie… Wszędzie po prostu widziałem same plusy. Na statystycznym miejscu parkingowym, przy odrobinie gimnastyki dałoby się zmieścić takie dwa. A gdyby przypadkiem poprzez niedopatrzenie zaparkowało się zbyt daleko od krawężnika, czy innego pojazdu to po prostu łatwiej było go przepchnąć te kilkadziesiąt centymetrów niż uruchamiać ponownie silnik. Pomimo tego, że z moim wzrostem i brodą proponowano mi już posadę naczelnego krasnala ogrodowego ( zrezygnowałem bo święty Mikołaj lepiej płaci za pakowanie prezentów ) to miałem wrażenie, że mógłbym jeździć nim na dwa zimne łokcie na raz. Doskonała zabawa. Ubaw po pachy z każdym przejechanym kilometrem gwarantowany.

Podsumowując, choć na co dzień walczymy z takimi, czy innymi stereotypami, lub bawimy się nimi to to, czy jeździsz Audi, VW, Mercedesem, czy Toyotą nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Liczy się tylko to jaki zestaw emocji daje Ci Twój samochód. Jeśli przede wszystkim Tobie odpowiada, to brawa dla tego Pana w kapeluszu. Nie masz kapelusza? Kup. Wracając… W każdym samochodzie można odnaleźć odrobinę radości, jeśli tylko będziesz w stanie się na nią otworzyć. W każdym jest ukryty indywidualny, niepowtarzalny smak, który może komuś zwyczajnie odpowiadać. Tak zupełnie poważnie i na sztywno nikomu nie trzeba na siłę udowadniać, że jego samochód tego smaku jest pozbawiony bo ma taki silnik lub napęd.

A gdy wsiadłem ponownie za kierownicę, mojego samochodu…to sprawiał wrażenie, jakby go podmienili na pocisk dalekiego zasięgu 🙂


 

Jeśli podobał Ci się wpis to będę odrobinę szczęśliwszy jeśli go polubisz lub udostępnisz znajomym. Albo jedno i drugie.

Podobne wpisy
A cóż to się wydarzyło, że mnie znów nie było…
Dni M Performance w Bawaria Motors Gdańsk
Oktanowy Konkurs I : – WYNIKI!
Oktanowy Konkurs I – do wygrania kubki termiczne BMW

One Pingback/Trackback

  • A Sej 700 nie miał czasami 34 konie ? 23-24 to maluch miał 😛

    • Seje były od 900 z tego co pamiętam. Natomiast cieniasy (Cinquecento) występowały 700 i tam właśnie był silnik z malacza 🙂

      • Hehe tera ja się walnąłem, bo miałem na myśli Cienkiego 😉 Ale na milion procent on miał 30 koni albo minimalnie więcej 😛 Edit: Ok, wikipedia rozwiała wątpliwości, faktycznie był silnik z malucha… ale z BISa i to po jakichś małych modach 😛 Pamiętam że dziadkowym youngiem rozpędziłem się kiedyś do prawie 140 km/h (licznikowych), to pewnie ze 125 realnie było 😛

        • Sprawdziłem na wiki i w instrukcji obsługi. Masz rację, musiałem źle zerknąć na tabelę. 22kW i 30/31 KM

  • Jazda takimi starymi gratami zawsze jest najfajniejsza i daje sporo radości z jazdy. Warunek jest jednak taki, że ten grat nie należy do Ciebie i nie jeździsz nim na co dzień 🙂 Wtedy śmieszą Cię wszystkie niedoskonałości, ubytki i specyficzna obsługa samochodu. Mnie też bawi jak jadę nie swoim samochodem i muszę uważać, bo jedna szyba się nie otwiera, któryś tam bieg nie wchodzi, w podłodze jest dziura, a na jałowym prawie gaśnie i trzeba go gazować na światłach. Ale tylko wtedy gdy to nie mój samochód i wiem, że nie długo go oddam 🙂

    • No gdyby jeździć takim na co dzień z musu to wiesz by bolało. Jakkolwiek egzemplarz z którym od czasu do czasu mam do czynienia z punktu widzenia rynku jest świetny. Zero rdzy, mniej niż 130 k przebiegu, silnik działa jakby wczoraj wyjechał z fabryki. Jednak jakość rozwiązań zastosowanych jest po prostu żałosna w porównaniu z tym co konkurencyjne mikro samochodziki oferowały w owym czasie.

  • Powinieneś się Trabantem przejechać, opony piszczą na każdym zakręcie a przy 100 czujesz się tak jakbyś 300 pędził

  • Pingback: Jak wygląda garaż marzeń? - www.wirujaceoktany.pl()

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok