Home > Pitu-Pitu > Jesienią i młotkiem…

Jesienią i młotkiem…

atumm

Przychodzi  taki okres w roku, gdy to już nie jesień, ale jeszcze nie zima jaką znamy z reklam Coca-Coli. Dopada mnie wtedy taka mikro depresja, którą trudno opisać słowami. Czuję się jak John Rambo z Parkinsonem i przewlekłą demencją. Mógłbym tu zacytować nieśmiertelny Dzień Świra: „Jestem skrajnie zmęczony, a przecież jest rano…”. Swoją drogą zauważyliście, że w ostatnich wpisach sporo narzekałem? No właśnie. Choć nie powiem, że było to bezpodstawne to jednak tu FQRF, tam czepianie się panów moto dziennikarzy w „Co z tą motoprasą?”  to jednak może powinienem uchylić czoła nad ich niedolą?

wallpapers_29191

Bo widzicie jesienią wychodzi z nas cała frustracja jaka zbiera się w ciągu całego roku. Ludzie w komunikacji wyglądają na schorowanych i solidnie wkurwionych otaczającą ich szarą rzeczywistością. Wszystko przez to, że świat staje się szary i pozbawiony wyrazu. Szczególnie w naszym magicznym pełnym sprzeczności kraju. Apropo komunikacji miejskiej, wiecie że ostatnio pierwszy raz spotkałem uprzejmego kanara? Naturalnie staram się posiadać bilet i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się go swoją drogą nie posiadać przy kanarze ( lub zostać złapanym), ale zawsze odnosiłem dziwne wrażenie, że ludzie trudniący się tą profesją wykonują go za karę. Coś w formie prac społecznych zamiast odsiadki. Ukradłeś tymbarka na kacu to pobędziesz sobie pół roku kanarem i basta… Naprawdę? A tu  ostatnio takie zaskoczenie.

Uwaga! Teraz pora na pełną krwi i brudnych pieniędzy emocjonującą historię opływającą w niespodziewane zwroty akcji i nieproporcjonalnie narastający niepokój:

A więc jadę sobie tramwajem do pracy, z powodu tak kuriozalnego, że można spaść z krzesła. Otóż musiałem oddać Ritę do zaprzyjaźnionego chirurga ( wirtuoza blacharki i lakieru samochodowego) z powodu nagłego i niekontrolowanego ulotnienia się progów. Jako, że w tramwaju czymś trzeba się zająć, a z racji nie posiadania słuchawek do telefonu, które spełniły by moje rygorystyczne wymagania ( mają być wygodne i nie hałasować za dużo na zewnątrz ) to zająłem się lekturą kolejnej części cyklu ulubionych powieści szpiegowskich. – Być może kiedyś o nich napiszę. Tymczasem kątem oka dojrzałem młodego mężczyznę w wieku zbliżonym do mojego, który płynnym nonszalanckim ruchem wyłonił spod puchowej kurtki legitymację kanara z gracją agenta FBI na emeryturze. Nie przerywając lektury wykonałem analogiczny ruch celem odnalezienia biletu. Wyjąłem drobny kawałek papieru i okazałem go w sposób wątpliwie przejrzysty. „To nie jest ważny bilet, tylko wczorajszy…. Proszę niech Pan poszuka dzisiejszego…” Wpadłem w lekkie zakłopotanie w związku z użytą przez kanara konstrukcją zdaniową  ( Proszę i Pan w jednym zdaniu ?! ). Sięgnąłem więc ponownie, tym razem do innej kieszeni i wyjąłem właściwy bilet. „Dziękuję bardzo, ale czy mógłby Pan jeszcze okazać legitymację studencką?”Chyba kurwa śnię… – pomyślałem jak na rasowego buraka z BMW przystało. Odłożyłem książkę na sąsiednie siedzisko i wygrzebałem z czeluści portfela z brązowej błyszczącej skóry legitymację studencką. Usłyszałem podziękowanie i dalej zatopiłem nos w lekturze.

Szkoda, że takich nie spotyka się codziennie na swojej drodze. Jak czasem odrobina kultury i szacunku do rozmówcy może zmienić cały pogląd na sytuację. Do tej pory wszyscy kontrolerzy jakich spotykałem na swojej drodze kojarzyli mi się z typem cwaniaka, który nie miał nic lepszego do roboty i został kanarem. A z tego, że w danej chwili nie mógł mi wlepić mandatu czynił swą osobistą porażkę. A tu można inaczej ! I to jesienią! Kto by pomyślał. Ale o czym to ja właściwie pitoliłem? O depresji jesienią…. No przecież.

Widzę, że wszystko dookoła jest zmęczone, rozżalone i zawiedzione. Jak co roku. Pocieszam się jedynie faktem, że całkiem prawdopodobne jest iż niebawem spadnie śnieg, najlepiej kilka dni przed tym jak odbiorę auto i będę mógł cieszyć się wszystkimi cechami tylnonapędowego samochodu ze szperą. Och cóż to będzie za pracowita zima. Postanowiłem tej zimy poświęcić dużo więcej czasu na szlifowanie swoich umiejętności niż zwykle. Zobaczymy co z tego wyniknie.  T

Tymczasem gdzie ta malownicza tzw. złota polska jesień za oknem ? Bo ja widzę tylko pełno śmieci, szaro – bure ulice i wkurwionych życiem ludzi. I do tego coraz bardziej pizga.  Zimo przybywaj !

Podobne wpisy
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Każdy chciał być kiedyś dorosły
Automat, czy faktycznie taki straszny?
  • I wyszło na to, że jest ch** nie zima 😉 Przynajmniej w Poznaniu :/

    • Na Pomorzu także. Kilka dni radości na śniegu (jeśli wiesz co mam na myśli ) i teraz na zmianę deszcz i wichury . 🙂

      • U mnie w ogóle nie było śniegu :/

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok