Home > Pitu-Pitu > Heniek! Tsunami idzie!

Heniek! Tsunami idzie!

czyli kapie tu i wilgotno tam…

Chciałbym podzielić się z Wami historią pewnego wycieku. Mianowicie od dłuższego czasu podciekał mi płyn chłodniczy. Kilka kropel wrednego czujnika poziomu płynu w chłodnicy i nie do końca szczelny elektrozawór nagrzewnicy. Odkładałem to i odkładałem, bo czymże jest zaledwie kilka kropel na dobę? I nastał dzień, gdy zawór postanowił powiedzieć sobie dość.

Akurat zasiadałem do kolacji, gdy wnętrze wypełnił dźwięk ćwierkającego domofonu. Z nieco skrzywionym wyrazem twarzy wstałem od stołu i po chwili podniosłem słuchawkę:

Słucham..?

Ochrona, Panie bo tu cieknie coś z Pana auta i na obchód po hali garażowej już kajakiem pływać trzeba!

Zakląłem w duchu i poinformowałem, że zaraz zejdę i tam zanurkuję, by ogarnąć sprawę, ale wpierw skończę kolację. Głos w słuchawce oznajmił, że przyjął do wiadomości i odłożyłem ją na mikro-wieszak. Zakląłem w duchu i zasiadłem do kolacji. Jednak nie było dane mi zjeść w spokoju. Ciągle targały mną mieszane uczucia i ciekawość źródła wycieku. Czy był faktycznie tak dramatyczny? Mogło zwiastować to kłopoty z nieco pokręconą wspólnotą mieszkaniową. Od zalania dziejów oni nie lubią mnie, a ja nie pozostaje im dłużny. Jako, że daleko mi do standardowego członka owej wspólnoty to próbują doczepić się mojej osoby i samochodu na każdym możliwym kroku. Musiałem nawet twardą ręką zagrozić ochronie, że jeżeli mają coś do mnie to radzę pojawiać się z przygotowanym fragmentem takiego, czy innego regulaminu. Inaczej mogą spierdalać ode mnie jak najdalej i nie zawracać mi głowy. Idąc tą drogą, jeżeli się odezwali spodziewałem się istnego tsunami płynów ustrojowych „Rity” pływających cyklicznie pomiędzy ścianami hali garażowej.

tsunami

Ubrałem się więc pośpiesznie w „robocze” ciuchy i już po chwili drżącą ręką wcisnąłem przycisk oznaczony „minus jedynką” na panelu wewnątrz windy. Przygotowałem się do nurkowania. Drzwi rozsunęły się na wskazanym wcześniej poziomie, ale ku mojemu zdziwieniu do środka windy wcale nie wtargnęła wściekła fala tsunami pełna mieszalnego z innymi płynu chłodniczego. Przeszedłem więc dalej i z duszą na ramieniu otworzyłem kolejne drzwi. Spojrzałem na swój samochód i ku mojemu zdziwieniu zauważyłem kilkunastocentymetrową stróżkę wydobywającą się spod nie do końca po bożemu spasowanego M pakietowego zderzaka.  „Idioci…” – pomyślałem i podszedłem bliżej. Następnie otworzyłem samochód i wyciągnąłem z czeluści ciemnego wnętrza mojego Coupe czołową latarkę LED. Zamykając furtkę sięgnąłem jeszcze w stronę cięgna zamka maski i zwolniłem ją tym samym. Pierwsze co zrobiłem to zanurkowałem głową pod zderzak w poszukiwaniu źródła wycieku. Na tym etapie na gówno się to zdało, ale przynajmniej wiedziałem po której strony poszukiwać wycieku „u góry”.  Wydobywającą się cieczą był niezaprzeczalnie żółto-zielonawy płyn chłodniczy. Po uniesieniu maski wszystko stało się jasne.

O Ty Kutasie garbaty, jak mogłeś… dobrze wiedziałeś, że niebawem czeka Cię regeneracja, a Ty … ech.. – westchnąłem i skończyłem monolog w stronę elektrozaworu nagrzewnicy. Wiedziałem, że to on. Najzwyczajniej w świecie wziął i się zarzygał w całości. Tak po prostu. Uzupełniłem więc ubytek płynu i przestawiłem samochód. Wytarłem dokładnie miejsce parkingowe z nadmiaru cieczy i podłożyłem przygotowany na tę okazję cienki szwedzki koc. Postawiłem samochód ponownie na swoje miejsce i zadowolony z tego, że już wyciek nie jest widoczny dla spacerujących co jakiś czas leśnych dziadków z krzykliwym napisem „OCHRONA” na plecach, udałem się do domu w poszukiwaniu informacji na temat tego gdzie można zdobyć używany elektrozawór do wersji z klimą. Ot cała historia.

Wkurza mnie takie robienie z igły widły. Sam fakt został mi przedstawiony w sposób jakoby lada chwila niezbędne byłoby ratowanie kobiet i dzieci. A to tylko taka o to stróżka. Nie duża, nie mała – o taka sobie jaka była. No cóż. Jakoś ci starsi ludzie muszą dorobić do tej emerytury, ale od razu taką aferę nakręcać?

Tymczasem ja poszukuję zaworu na podmiankę:)

Podobne wpisy
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Każdy chciał być kiedyś dorosły
Automat, czy faktycznie taki straszny?
  • Trzeba było rozlać jakiś płyn pod innym samochodem i uprzejmie donieść, że nie tylko Twoja bryka się moczy 🙂

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok