Home > Motoryzacja > A Ty kiedy dorosłeś?

A Ty kiedy dorosłeś?

laferrari front

Myślę, że pamiętamy wszyscy czasy, kiedy to jako mali chłopcy marzyliśmy bez ogródek o takich samochodach jak Lamborghini, Porsche lub Ferrari, albo jeszcze innych maksymalnie egzotycznych i ekstremalnie drogich super samochodach.  Przekonani, że posiadając taki, czy inny samochód będziemy kimś kto rzuci wszystkich dookoła na kolana. Z biegiem lat coraz więcej się na ich temat dowiadywaliśmy i licytowaliśmy jako bajtle z rówieśnikami o to, który jest „lepszy”. Jednak jak to zwykle bywa im bardziej poznawaliśmy reguły rządzące tym światem – tym wizja posiadania super samochodu stawała się bardziej odległa i zamglona. Dorastaliśmy.laferrari-limited-series-special-06

 

I ja również miałem takie marzenia. Proporcjonalnie do tego im młodszy byłem tym posiadanie super samochodu było czymś naturalnym i oczywistym. Bo przecież jak to tak? To takie fajne fury….. Nie rozumiałem wtedy że sam fakt posiadania takiego auta nie sprawi, że szampan zacznie lać się z nieba, a całe otoczenie nie będzie tylko kiwać głową z uznaniem. Im byłem starszy tym bardziej schodziłem na ziemię.  Tym bardziej przyglądałem się samochodom przyziemnym i funkcjonalnym. Czy pozbawiłem się tym samym marzeń? Przestałem być chłopcem myślącym o rzeczach wielkich? Nie. Po prostu dorosłem. Zrozumiałem, że pozyskanie w taki czy inny sposób aktywów na taki samochód ( wartości ogromnego mieszkania w prestiżowej dzielnicy, lub kilku ) to nie koniec zmartwień. Taki samochód trzeba gdzieś trzymać, ubezpieczyć, serwisować i zalać nie byle jakim paliwem w nierozsądnej ilości względem przejechanych kilometrów. A to wcale takie proste i tanie nie jest. Naturalnie jak można zauważyć, gdy się mieszka w dużej metropolii nie jest to absolutnie niemożliwe. Robiąc poważne interesy, czy też wygrywając na jakiejś loterii ( mniej realne ) można sobie na to pozwolić. Spełnić marzenie z dzieciństwa, traktując to jako mniej lub bardziej sensowny wydatek.  Jednak chciałbym spojrzeć na to z punktu widzenia człowieka, który posiada dobrą jak na polskie realia pracę, nie kapie mu na głowę i ma co do przysłowiowego gara włożyć. Taki kaprys jest absolutnie poza moim zasięgiem. Jestem po prostu realistą. Może po kilku/nastu latach reinwestowania oszczędności byłbym sobie w stanie na coś pozwolić, ale co z utrzymaniem ? I co by mi to dało oprócz nerwów? Już kilka razy widziałem, że Ferrari, czy Lambo też stoi w korku…. Gdy aut kupa i Ferrari dupa… 🙂

Nie potrafię jednak sobie wyobrazić sytuacji, gdy wyjeżdżam seledynowym Lamborghini Gallardo i z prędkością 5 km/h sunę się do głównej czując jak każde kolejne wgłębienie zabija zawieszenie wartości kilku wypaśnych Jaccuzi, nie wspominając już o przygryzaniu paznokci z myślą o nisko osadzonych elementach karoserii. Co wtedy stałoby się z radością z jazdy z filmów promocyjnych ? Tak. Wiem. Gdyby mnie było stać na Lambo to pewnie i stać by mnie było na wymianę tego, czy owego. Ale nie o to przecież chodzi. Tylko o tym, że otaczająca rzeczywistość może zabić prawie każde marzenie. Bo w moim odczuciu to nie jest kraj na motoryzacyjne marzenia na kołach. Oczywiście moim zdaniem i nie każdy może się z nim zgodzić. Jednak pomyślcie sami. Czy gdybyście postawili na podjeździe jakiś super samochód to Wasz sąsiad pomyślałby : ” O! temu to się udało… może i ja wezmę się do pracy to też sobie coś podobnego sprawię?”, czy może jednak bardziej realne: „Co za ku..s! nakradł się je..ny.Ciekawe co na to skarbówka…”. Druga opcja wydaje się bardziej polska i realna, prawda? Cytując kultowe już słowa ” Sorry, taki mamy klimat.” Mentalność ludzi i możliwości finansowe Kowalskiego definiują wszystko. Nie mam nic więcej do dodania.

lamborghini_sesto_elemento_4

Był taki czas, gdy miałem okazję chwilę pojeździć Porsche 911 – dzięki uprzejmości znajomego, który w opinii otoczenia już się nakradł to zauważyłem kilka rzeczy. Moje marzenie z dzieciństwa prysło i w tym momencie dojrzałem. To świetny  samochód, ale jednak rzeczywistość pozbawiła go tej iskry boskości, którą w dzieciństwie mu przypisywałem. I cały czar prysł. Bo nikt nie kiwa głową z uznaniem, szampan nie leje się wcale z nieba. Wszyscy tylko zastanawiają się, czy ten szczyl za kierownicą jest z zawodu synem, czy walnął jakiś wałek na który Janusz nie ma jaj. Uświadomiłem sobie wtedy, że jeżeli jesteś w miarę normalny i dysponujesz w miarę przeciętnymi aktywami to żeby móc cieszyć się samochodem, który jest w jakiś sposób szczególny (niekoniecznie drogi) to tylko Ty możesz znać jego wartość. Inaczej spora grupa ludzi stanie się dla Ciebie wilkami i każdy będzie chciał Ci po prostu po staropolsku dopierdolić. Stałem się realistą. Planuję,nie marzę już. Mierzę siły na zamiary i staram się dążyć do wyznaczonych celów. Krok po kroku i w rozsądnym tempie. Nie mam już czasu na fantazje i bujanie w obłokach. Zmieniły się także priorytety. A Ty kiedy dorosłeś?

Podobne wpisy
Battle Royale – tysiąc metrów po królewsku
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Kilka pomysłów na prezent dla moto entuzjasty…
Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok