Home > Life Style > Co z tą motoprasą?

Co z tą motoprasą?

press

Jakiś czas temu postanowiłem zakupić sobie jedną z tych tzw. „gazet motoryzacyjnych” dla mas… W celach naukowych oczywiście. Otóż pamiętając czasy, gdy to byłem jeszcze całkiem młody i namiętnie zaczytywałem się w takich czy innych czasopismach to w pewnym momencie z przyczyn mi bliżej nie znanych po prostu przestałem. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Może dlatego, że brakowało mi już na to czasu? A może po prostu moja podświadomość w jakiś dziwny sposób podpowiadała mi, że coś tu jest nie tak? Nie wiem. Jedno jest pewne. Jak już zakupiłem jeden ze współczesnych tygodników motoryzacyjny to po prostu zrobiło mi się żal tych kilku wydanych złotych. Ale jak to mówią… spróbujmy przejść do meritum.

 

newspaper_press1

Nijakie artykuły, którym daleko do wyrażenia jakiejkolwiek jednoznacznej opinii. Płaczliwe felietony na wydumane tematy, które i tak nic nie wnoszą faktem swojego istnienia. Klękanie nad samochodami, których i tak szeregowy Kowalski nie będzie miał okazji nawet powąchać i wszechobecne uwielbienie dla wszelkiego „eko-pro- elektro- dałnsajzingu”.  Długie teksty, które aż zanoszą się sponsoringiem i byciem samymi w sobie poprawnymi politycznie. A już najbardziej o torsje przyprawiają mnie testy najbardziej bezpłciowych i nadmuchanych samochodów. I taki zwyczajny zmotoryzowany (lub nie) Nowak zaprenumeruje sobie takiego czy innego szmatławca i jest święcie przekonany, że stał się dzięki temu moto ekspertem. Najlepiej, aby potem założył kanał na Youtube i doradzał innym. Ale o tym innym razem 🙂

To co najbardziej rzuca mi się w oczy, że współcześni redaktorzy motoryzacyjni bardziej przypominają eko-hipsterów, a nie pasjonatów motoryzacji. Dobór słownictwa i tematyka tekstów stała się tak oklepana, że to w jakim czasopiśmie się dany tekst ukaże nie ma absolutnie znaczenia. Ważne, by było modnie eko i najlepiej elektrycznie. – Jeśli wiecie co mam na myśli…Po przeczytaniu jednego, czy drugiego autotestu po prostu wciąż nie wiadomo dla kogo dany samochód będzie odpowiedni, a kto powinien sobie go odpuścić już na wstępie. Autorom trudno stanąć jest po jakiejkolwiek ze stron. Bo przecież byłoby to takie nietolerancyjne i niewspółczesne. Czytam i właściwie nie wiem co czytam… Tak dużo treści, a wartość merytoryczna symboliczna. Nie mogę uwierzyć przecież w to, że nie ma „złych” samochodów. Takich których nie poleciłoby się nawet śmiertelnemu wrogowi. Wszystkim się wszystko udaje i wszyscy są zadowoleni z nowych modeli. Bez znaczenia, czy to budżetowy samochód , czy klasa Premium. Czyt. Jak już masz pieniądze na nowy samochód to bierz z salonu z takim znaczkiem do jakiego Ci bliżej od żony, kochanki, czy kogo tam chcesz. Taka sytuacja…

Najlepsze z tego wszystkiego jednak są kąciki porad. Pisze przysłowiowy Janusz z Pcimia górnego z problemem, który za równowartość dobrej flaszki zdiagnozowałby Pan Heniek prowadzący „AUTO-MECHANIKĘ” dwie ulice dalej. No i taki redagujący dział z poradami głowi się i troi, aby wydać się obytym z tematem nie wiedząc praktycznie nic na temat danego przypadku. Takie wróżenie z fusów. Tfu ! Zużytego oleju silnikowego. Sporą część odpowiedzi można by skrócić do prostego ” No tak, ma Pan coś nie tak z wozem…”  Staram się ich zrozumieć, bo przecież rzekome listy przychodzą z taką a nie inną treścią i trudno często z nich coś wywnioskować. Ale dlaczego mają to robić na siłę? Nie prościej zadzwonić już do wróżbity Macieja? W sumie można by…

na koniec przetestujmy jeszcze zimowe opony na przykładzie 90-konnej Skody i najnowszy krzyk mody, czyli CupHolder nieznanego producenta, który także parzy kawę i robi pranie. W efekcie czego mamy lansiarskie czasopismo o zerowej treści, ale za to pełne prestiżu i nowoczesnych trendów. Na szczęście na ratunek przychodzi blogosfera. Tu jeszcze można znaleźć kilku pasjonatów, którzy nie boją się wyrażać własnego zdania i jak coś w ich opinii jest do dupy to najprawdopodobniej takie jest. Oczywiście niektórzy także ulegli korporacyjnemu zepsuciu, ale nie wszyscy. I w tę garstkę pozytywnie zakręconych wariatów wierzę.  Motoryzacja w swoich korzeniach była prosta i treściwa. Dlaczego więc na siłę mielibyśmy to psuć i rozcieńczać? Tak trudno posiadać własne zdanie? Ja rozumiem, że sponsorzy, że poprawność polityczna, ale gdzie granice dobrego smaku? Taki czy inny fanatyk motoryzacji może sobie taką gazetką pomóc, gdy podczas dalekiej trasy postanowi postawić papierzaka i będzie chłop uratowany 🙂

Na temat reklam we wszelakich moto magazynach nie będę się wypowiadał. Ale czy ktoś w ogóle patrzy co tam jest wrzucane?!

Podobne wpisy
Battle Royale – tysiąc metrów po królewsku
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Kilka pomysłów na prezent dla moto entuzjasty…

One Pingback/Trackback

  • xyz

    To bardzo podobne do komercyjnych reklam radiowych czy też telewizyjnych. Nie wiem czy to tak jest nie wiem czy to działa ale powiem ze jest najlepszy najskuteczniejszy bo mi za to płaca a to że prywatnie nigdy bym go nie kupił to już nie istotne.

  • Pingback: Jesienią i młotkiem... - www.wirujaceoktany.pl()

  • Z prasą motoryzacyjną mam podobne odczucia.Raz na kilka miesięcy kupię jakiś tytuł i kolejne rozczarowanie.
    Porady na poziomie jaki kupić płyn do spryskiwacza lub jeszcze gorsze poniżej poziomu wiedzy jaką uzyskiwał kursant na prawo jazdy w latach osiemdziesiątych.Można kupić dobre pismo o militariach o lotnictwie czy nawet kolei. Nawet motocykle i ich użytkownicy są w lepszej sytuacji.
    Użytkownik samochodu jest traktowany jak techniczny i intelektualny debil i otrzymuje kolorowy bezwartościowy prospekt który mógł zrobić wrażenie w 1987 r a nie 2014r.

  • Ramox

    Amon, dokładnie tak jak mówisz. A potem kupuje taki E60 w oparciu o porady z czasopisma i psioczy, że nie da się kupić dobrego samochodu… Ale abstrahując od BMW. Cokolwiek Mercedesa, Opla, Toyotę… Chodzi o to, że nie ma użytecznych porad…

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok