Home > Life Style > Cała prawda o rzucaniu palenia

Cała prawda o rzucaniu palenia

Nikogo nie zachęcam, ani nie odwlekam od rzucania palenia. Chcę tylko opowiedzieć swoją historię, bo znaleźć w niej można to wszystko o czym Wam nikt inny nie powie.

Słowem wstępu powiem, że nie ma cudownego sposobu na rzucenie palenia. Jeżeli ktoś uważa, że istnieją jakieś cudowne tabletki/plastry/lizaki, czy cholera wie co jeszcze, które rzucą palenie za Ciebie to palnij się w łeb i wróć do czytania ambitnych artykułów  tych wszystkich wyimaginowanych w Internecie postaci z dr. przed losowym imieniem i nazwiskiem. Moje palenie trwało niecałe 4 lata. Obecnie nie palę od 2 miesięcy. To tak naprawdę w porównaniu do czasu jaki „przepaliłem” praktycznie nic. Ale właśnie dlatego na gorąco chciałbym podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat.

Dlaczego?

IMG_0982

Dlaczego postanowiłem rzucić? Złożyło się na to kilka powodów. Przede wszystkim chroniczny brak kondycji, którą kiedyś miałem nawet nienajgorszą. Poza tym zacząłem zauważać, jak bardzo jestem uzależniony, chociaż nie wmawiałem sobie jak większość, że „mogę rzucić kiedy zechcę, ale nie chcę.„. Jeśli jesteś z tych mądralińskich to idź się kopnij w główkę. Zwykle nie szedłem spać nie upewniając się, że mam przygotowane chociaż dwa papierosy na „rano”. W przeciwnym wypadku zaraz po przebudzeniu musiałem jak najszybciej zaopatrzyć się w paczkę fajek w możliwie najbliższym sklepie. Po godzinie bez papierosa zaczynałem myśleć, że trzeba by zajarać. Po dwóch natomiast już byłem solidnie wkurzony i byłem gotów zrobić niemal wszystko, by wymknąć się na fajkę. Jeśli jechałem samochodem np. na urlop lub ogólnie w dłuższą trasę to zwykle stawałem co 2 godziny na fajkę. Z aptekarską precyzją. Nie wspomnę, że przy obecnych cenach fajek to palenie jednak trochę kosztuje. W moim przypadku palenie pochłaniało około 500zł/mieś. (1 lub więcej paczki dziennie) Sporo, prawda? Bez znaczenia ile zarabiasz to uwierz mi, że na pewno znajdziesz tysiąc innych rzeczy, na które te stówek będziesz mógł przeznaczyć. Stwierdziłem, że wystarczy tego i że potrzebuje odrobinę bardziej wydawać swoje pieniądze i nie dostawać zadyszki po kilkunastu minutach szybszego marszu, czy wejściu na trzecie piętro.

Jak?

IMG_0953

Według mnie największym kłamstwem jakie można sobie wmówić jest to, że rzucisz palenie zastępując je e-paleniem. 🙂 Nawet nie warto próbować sobie tłumaczyć, że będzie się zmniejszać moc olejku, a potem palić zerówki …. srutu tu tu majtki z drutu. Nie nie. To tak nie działa. Wszyscy palący, który znam wspominają o tzw. rutuale palenia. To znaczy, że palenie samo w sobie jest pewnym rytuałem, który powoli później staje się rutyną. Chodzi o dym, żar, a nawet niekiedy dźwięk spalającego się papierosa. To po prostu całość którą trudno zastąpić. Wszyscy moi znajomi prędzej, czy później i tak wracali do analogowego palenia. Wywnioskowałem więc, że od razu mogę sobie odpuścić inne formy nikotyny, bo przecież nie chcę medytować jak jakiś mnich. Z resztą zastępowanie tylko formy dostarczania nikotyny… Bitch Please… Znam takich, którym nie pomogłoby nawet całkowite oklejenie plastrami, czy ciągłe jedzenie tych tzw. gum. O uszy jednak obiło mi się kilka przychylnych opinii na temat środków, które przy pomocy Cytyzyny pomagają ograniczyć uzależnienie od nikotyny. Naturalnie nie zrobią tego za nas, ale z odrobiną dobrej woli… Postanowiłem spróbować. Różnica jest taka, że trzeba było łykać kolorowe tableteczki – które swoją drogą wyglądają jak połączenie Viagry z Apapem – o wyznaczonych porach. Na początku co godzinę, czy tam dwie, a później coraz rzadziej. Nie będę tu wymieniał marki produktu jaki nabyłem, ale okazało się to pomocne. Przy pierwszym podejściu odłożyłem fajki na akord i zacząłem wedle harmonogramu łykać piguły. Nie dałem rady dotrwać do końca kuracji, o czym opowiem w kolejnym akapicie.

Kiedy?

Na rzucanie palenia powinniście wybrać odpowiedni moment Waszego życia. Inaczej może skończyć się to na dwa sposoby. Albo Wam się uda bo jesteście jak liść na tafli pierdolonego jeziora, albo zwyczajnie coś lub kogoś po drodze skrzywdzicie. No i oczywiście trzeci sposób. ZAPALICIE ZNÓW.  Za pierwszym razem z magicznymi pigułami nie udało mi się tego osiągnąć. Niektórzy być może skojarzą, że chodzi o TO zdarzenie. Na początku byłem tylko rozczarowany całą sytuacją. Później jednak moje zdenerwowanie poszybowało na poziom, którego wcześniej nie znałem. Wytrzymałem 3 godziny po zdarzeniu i spaliłem pół paczki.  – Naturalnie nie da się wszystkiego przewidzieć i zaplanować kilku tygodni „spokojnego życia” po to, aby rzucić palenie. Ale jeżeli możecie choć prognozować to jak będzie wyglądało Wasze życie, obowiązki i sprawy, którymi będziecie się w danym okresie zajmować to zdecydowanie lepiej jest wybrać właściwy moment na rzucenie palenia.

Po co?

IMG_0981

Powtórzę tutaj te najbardziej oczywiste korzyści jak lepsza wydolność oddechowa (mniej przysłowiowych zadyszek), więcej kasy w portfelu i brak nałogu, który zmusza Cię do wychodzenia na firmowy taras, gdy akurat panują warunki o cechach pogodowej makabry. Ale jest jeszcze jedna rzecz o której mało kto wspomina.  Zaostrzenie kubków smakowych, bo to że wróci Ci także wyczulony węch to akurat nie jest takie ważne.  Jednak po kilkunastu dniach od rzucenia palenia (tak było w moim przypadku) przeżyłem istną eksplozję smaków. Uświadamiasz sobie wtedy jak wiele przez palenie Cię ominęło. Gwarantuję Ci, że zakupione rankiem pieczywo nie będzie tylko „dobre”, ale stanie się wyśmienite. Natomiast kawa… Och Kawa… Utopić będzie się można w tej głębi smaku*… Tego nie da się opisać. Tego trzeba doświadczyć jak ja doświadczyłem. Powiem krótko: Jeśli paliłeś dłuższy czas to odkryjesz całkiem nowe życie w tej materii.

*Jeżeli oczywiście w Twoim kubku nie gości jakiś tani, pierwszy z brzegu żużel. (podstępnie podszywający się pod kawę)\

Za ile?

Jaki jest koszt rzucenia palenia?  Na początek weźmy te mentalne koszty. Dla mnie są one droższe niż jakiekolwiek pieniądze. Przede wszystkim musisz mieć świadomość, że gdy odstawisz fajki zaczną się dziać rzeczy dziwne. Co to znaczy dziwne? Abstrahując od szeregu skutków ubocznych jakie może zaserwować Ci środek wspomagający pozbycie się nikotynowego nałogu to przede wszystkim staniesz się nadpobudliwy i nerwowy jak rozkapryszona panienka. Dobrze ostrzec przed tym bliskich. Mnie na przykład zdarzało się tak bardzo szczekać na bliskich, że po wypowiedzianych słowach uświadamiałem sobie jak bardzo w normalnych warunkach nie byłyby one moje. To tak jakbym na te kilkadziesiąt sekund stawał się kimś innym. Zupełnie obcym. Do tego jeszcze należy dodać, że będą wkurwiać Cię zupełnie błahe rzeczy. Jak błahe? A no na przykład to, że ktoś za głośno oddycha w cichym otoczeniu. Takie oto absurdy… Przy tym wszystkim to koszt kuracji takiej, czy innej to są pierdoły, bo rzucanie palenia to nieustanna walka ze sobą. Trzeba tylko nauczyć się tę walkę wygrywać. Miałem i miewam tysiące różnych sytuacji po których miałem chęć zapalenia. Najgorsze jest to, że najprawdopodobniej nigdy tak naprawdę nie rzucę palenia. Będę tylko palaczem niepalącym. Skąd taki wniosek? A no stąd, że jak rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy rzucili palenie lata temu to dowiedziałem się, że chęć zapalenia tak naprawdę nigdy nie mija. Z czasem przygasa tylko trochę. Ale człowiek zawsze ma chęć zapalić. Czasem zwyczajnie tak o… dla towarzystwa, relaksu lub czegokolwiek. Fajnie.

 

Gdybym wiedział to wcześniej, albo brał na poważnie ludzi, którzy mówili mi, żebym nie zaczynał palić to bym po prostu nie palił. Ale nie, bo przecież ja jestem inny. Jak tysiąc innych. Ja panuję nad nałogiem. Jasne…

Podsumowując, gdyby babcia miała wąsy to mogłaby być dziadkiem, albo wygrać eurowizję, albo cokolwiek. Ogólnie palenie to straszne gówno. Ale przekonuje się o tym najczęściej ten, kto próbuje przestać. Lepiej nie zaczynać, bo potem można się tylko przyzwyczaić do chęci zapalenia i tak nie palić. A potem jedna fajka, druga i już jarasz znów. Wielu jest takich, którzy wrócili tak po długich latach niepalenia. Jedno jest pewne. Jak spróbujesz rzucić to dopiero wtedy uświadomisz sobie jak bardzo byłeś uzależniony. To może zdziwić.

Tymczasem powtarzaj sobie, że możesz w każdej chwili rzucić. 🙂

 

  • El Muchos Martinos

    Gratuluje tam danego okresu bez fajeczki. Ze wszystkim jestem wstanie sie zgodzic z Toba i to chyba 1 raz w zyciu. Tez przymierzam sie do rzucenia ale nie ma na to okazji. Z ta kondycja nie przesadzaj bo ludzi w kompleksy bedziesz wprawial.

  • AM

    Mam 26, prawie 27 lat… nigdy w życiu nie miałem papierosa w ustach – przebij to! Silna wola lvl expert :))

    • Dobre dobre 😀 Ale to nie silna wola 😀 To abstynencja 😀

    • Ygrek

      Ja do 27 roku życia nigdy nie paliłem… Zmieniłem pracę i z własnej głupoty dla towarzystwa na przerwie zacząłem… I tak po półtorej roku mam problem żeby się tego gówna pozbyć…

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok