Home > Motoryzacja > #bmwstories Jestem jednym z milionów kierowców BMW…

#bmwstories Jestem jednym z milionów kierowców BMW…

bmwstories

Jestem jednym z milionów kierowców BMW, a to jest moja historia. Jestem absolutnie pewien, że jest podobna jak setki innych, a mimo wszystko chciałbym się nią z Wami podzielić. Chociaż może nie ma w niej narastającego napięcia, wspaniałych zwrotów akcji i nieoczekiwanych wielopoziomowych intryg jak w dobrej książce to jednak przyszedł czas gdy poczułem nieustającą potrzebę umieszczenia wpisu oznaczonego tagiem #bmwstories. I pomimo tego, że konkurs związany z akcją organizowaną przez BMW dobiegł końca to i tak postanowiłem to umieścić. Od siebie dla siebie. I dla Was, moich czytelników.

head

Cofnijmy się w czasie o jakieś dziesięć, może dwanaście lat…

Mój ojciec posiadał wtedy poczciwe E21, jeśli dobrze pamiętam było to 316i. Już wtedy ukradkiem spoglądałem na prostą i przemyślaną deskę rozdzielczą z konsolą środkową charakterystycznie obróconą w stronę kierowcy. Wydawało mi się wtedy ( a może i tak było), że kierowca zasiadający w swoim fotelu staje się panem i władcą wszechświata. Po prostu magia w czystej postaci. I ten złowieszczo wyprofilowany przód przypominający rekina, który krąży wokół i nie wiadomo czego się po nim spodziewać. Czy zaatakuje? A może się tylko rozgląda? Nie wiedziałem. Pierwszy strzałą spod znaku biało niebieskiego śmigła został trafiony jeden z moich braci. Który to później przejął obowiązki właściciela E21 Coupe w kolorze DiamantSchwarz Metallic. Pamiętam, że z zaciekawieniem wyglądałem przez okno, gdy średnio raz na tydzień ochoczo i dokładnie mył „rekina” nakładając później szereg kosmetyków na czysty i błyszczący lakier poczciwego BMW. Z perspektywy czasu odnoszę wrażenie, że stało się to wtedy jego małym rytuałem. W jego przypadku skończyło się to tak jakby można się spodziewać. Pozostał wierny bawarskiej marce,aż po dziś (choć z małymi przerwami ). Mój brat co jakiś czas zmieniał egzemplarz. Dzięki temu z niemą lekką nutką zazdrości mogłem doglądać jego zakupów. Pamiętam Złote i potem zielone E32, E38 w kolorze zniewalającej czerwieni, potem przez chwilę E30, potem znów E38…. Mógłbym wymieniać tak przez długi czas, ale podejrzewam, że i tak nie wymieniłbym wszystkich. Nawet jeżeli rozstawał się z nimi to szybko wracał do samochodów z bawarskim rodowodem. Po prostu wiedziałem, że gdy zakupił inny samochód to i tak prędzej, czy później wracał do BMW. A ja myślałem o tym, czy gdy już uzyskam prawo jazdy będę mógł myśleć o sprawieniu sobie własnego egzemplarza. Starałem się mierzyć siły na zamiary, ale przyszłość nie zapowiadała się zbyt kolorowo jak na owe czasy.

Jak grom z jasnego nieba

Pewnego słonecznego dnia, gdy byłem już na finiszu kursu na prawo jazdy to serdeczny przyjaciel zaproponował, że podjedzie do mnie swoim nowym nabytkiem i podrzuci mnie do centrum naszego miasteczka, a przy okazji pomogę mu w jednej sprawie. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem jego E34 525i. Wyszedłem z klatki wieżowca, a on przekręcił kluczyk w stacyjce. I zagrzmiał wydech, zatrzęsło się niebo i rzędowa jednostka obudziła się do życia. Zwarcie i zdyscyplinowanie pomrukiwała pod maską. Poczułem jakby ktoś dał mi w twarz. Cóż za wspaniałe to było brzmienie! Stało się, zakochałem się w samochodach z Bawarii. Ostatecznie i bez pamięci. Nie interesowało mnie już nic innego. Nie brałem pod uwagę żadnej innej marki. To było to, czego szukałem. Gdy zdałem prawo jazdy zacząłem się luźno rozglądać za samochodem dla siebie. Minęło sporo czasu zanim się zdecydowałem. Jak się okazało dogadałem się z bratem i odkupiłem od niego E34 2.5 TDS, którym do tamtej pory poruszała się jego narzeczona. Stałem się posiadaczem poczciwego E34, które pomimo tego, że było okryte szeregiem legend z którymi spróbowałem się rozprawić we wpisie „TDS – nie taki straszny! „ jakiś czas temu to przez długi czas dawało mi mnóstwo radości z jazdy i pozwoliło się oswoić z tylnym napędem. I ten kto twierdzi, że TDS nie pójdzie bokiem, ten nie jeździł zdrowym egzemplarzem. 🙂

Bliżej teraźniejszości

1044878_345119562257725_2041589593_n

Chociaż mój TDS nie należał do najpiękniejszych egzemplarzy to mechanicznie doprowadziłem go do niemal nienagannego stanu. Nie żałowałem grosza, ani czasu. Nadałem mu, a właściwie jej imię. Rita na cześć żony jednego z moich ulubionych serialowych bohaterów. Rita stała się dla mnie symbolem wygody wolności i pasji. To właśnie dzięki niej poznałem magię samotnych wycieczek. Krótkich i tych ekstremalnie długich drogami naszego kraju. Nigdy mnie nie zawiodła i nie sprawiała żadnych problemów. Po prostu wsiadałem, przekręcałem kluczyk i mogłem jechać nawet na koniec świata. A ona odwdzięczała się mi pomrukując delikatnie basowym tonem rzędowej dieslowskiej szóstki. Nauczyła mnie bardzo wiele nie tylko na temat napędu RWD, ale także obsługi i napraw samochodu. Pamiętam także, że moja ówczesna partnerka na samym początku naszej znajomości odrobinę się jej bała. Takie odrobinę złowieszcze czarne BMW….Dzięki spotkaniom klubu BMW Trójmiasto poznałem wielu podobnych fanatyków i co najmniej kilku z nich bez zastanowienia mógłbym nazwać moimi przyjaciółmi. Posiadanie BMW sprawiło, że stałem się odrobinę bardziej szczęśliwy w swoim życiu.

I teraz….

Od pewnego czasu jestem posiadaczem E36 328i. Samochodu, który moim zdaniem został najbardziej skrzywdzonym modelem poprzez stereotypy i nieodpowiednich ludzi, dzięki którym te stereotypy powstały. Na zmianę kocham i nienawidzę swojego 2.8. Gdy jestem z jakiegoś powodu na nie zły to wystarczy, że wyskoczę przejechać się bez celu i cała złość przechodzi jak za dotknięciem magicznej różdżki. Także gdy coś w życiu mnie smuci, wystarczy że poświęcę mojemu 2.8 kilkanaście minut i już cały smutek odchodzi w zapomnienie. Pomimo tego, że mój egzemplarz nie jest egzemplarzem rodem z okładki czasopisma motoryzacyjnego to jednak ciągle nad nim pracuję i nie żałuje ani jednej spędzonej przy nim chwili. Mam przecież masę wspaniałych ludzi, którzy wspierają mnie wiedzą i dobrym słowem w chwilach słabości, a pieniądze? To tylko pieniądze.  Zastanawiacie się pewnie jak skończyła się historia pierwszej Rity? Powiem Wam. Odeszła na zasłużoną emeryturę i teraz zajmuje się nią mój ojciec.

Słowo na koniec 

Każdy kolejny kilometr w moim obecnym 2.8 to moment w którym czuję się wolny i szczęśliwy. Nie powiem Wam, że chciałem się wyróżnić poprzez posiadanie BMW, czy osiągnąć coś zupełnie absurdalnego. Po prostu czerpię pełnymi garściami z ciekawej konstrukcji, mocnej rzędowej szóstki i stada koni mechanicznych którą jednostka ta generuje. Nie chciałem przed nikim się popisywać. Nikomu niczego udowadniać. Po prostu bez świadomości, że ona na mnie czeka czuję się jakby mi amputowano dłoń. I może ma kilka rys, trochę niedociągnięć i wymaga kilku mniejszych i większych napraw, ale to moje BMW i dla mnie jest najlepsze na świecie. 

 

I oto cała historia…

Podobne wpisy
Battle Royale – tysiąc metrów po królewsku
Dni M Performance w Bawaria Motors Gdańsk
Oktanowy Konkurs I : – WYNIKI!
Oktanowy Konkurs I – do wygrania kubki termiczne BMW

One Pingback/Trackback

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok