Home > Pod lupą > Absurdy: Prawo Jazdy 2015

Absurdy: Prawo Jazdy 2015

Zasady egzaminu teoretycznego i praktycznego na Prawo Jazdy od kilku lat zmieniają się niemal co roku. Ale nie są to zmiany na lepsze. Ustawodawcy na siłę starają się ulepszyć egzaminy, aby w ten sposób próbować zwiększyć odsiew ludzi posiadających prawo jazdy. Zupełnie nie od tej strony od której moim zdaniem powinno się zacząć. Bo powiedzmy sobie szczerze jak na bezpieczeństwo na drogach może wpłynąć wielka ilość teoretycznych pytań, gdy cykl szkolenia praktycznego pozostaje niezmieniony? A jeżeli zmienia się egzamin praktyczny, to dorzuca się na nim ekojazdę. Której ocenę przez egzaminującego trudno nawet systematyzować. A co ze szkoleniem? No właśnie. Absurd goni absurd…

f27b0f36-0c23-c49e-f30c-f9c9e969f42d

Oczywistym jest fakt, że obecnie kurs Prawa Jazdy uczy zdać egzamin, a nie uczy jeździć. Logicznym jest argument, że 30 godzin to tak naprawdę bardzo mało, biorąc pod uwagę, że różni ludzie w różnym tempie przyswajają nowe umiejętności i wiedzę. Dla tych, którzy mieli przed kursem okazję trochę pojeździć szkolenie może być jedynie formalnością. Nie zapominajmy jednak o tych dla których właśnie kurs to rozpoczęcie przygody z automobilizmem. Im bardziej coś jest okrojone, tym bardziej staje się środowiskiem potencjalnych patologii. Jako, że całkiem niedawno przyglądałem się temu środowisku ( rozmawiając ze szkoleniowcami, świeżo upieczonymi posiadaczami prawa jazdy i emerytowanymi egzaminatorami ) Materiału zebrało się naprawdę sporo, że nie do końca istnieje możliwość, aby Wam to wszystko wyłuszczyć od deski do deski. Dlatego posługując się różnymi skrótami myślowymi pokażę co ciekawsze to spostrzeżenia.

Jak już wspominałem 30 godzin to zupełnie niewystarczająca ilość czasu, aby „nauczyć się jeździć”. Niemal wszyscy są tu zgodni. Najwięcej doświadczenia świeżo upieczony posiadacz prawa jazdy zdobywa jeżdżąc samemu. To wtedy właśnie przychodzi czas na wykorzystanie zdobytej wiedzy w praktyce. Można jeszcze raz wszystko przemyśleć i sprawdzić jak to właściwie ma się do rzeczywistości. W wielkim skrócie, każdy musi nabić swoje kilometry. W rozwijaniu umiejętności mogłyby pomóc przede wszystkim rozmaite kursy umiejętnie wplecione w cykl szkolenia. Jak np. zajęcia na płycie poślizgowej, czy też na placu, gdzie można troszeczkę bardziej sprawdzić zachowanie samochodu np. przy szybszej jeździe między pachołkami. Zdaję sobie sprawę, że podniosło by to cenę kursu, ale w mojej opinii entuzjasty motoryzacji takie zmiany znacznie wpłynęły by na poziom bezpieczeństwa na drogach. Bo zaszczepione prawidłowe odruchy doprowadziłyby któregoś dnia do plonów w postaci właściwych odruchów np. podczas jak ja to mówię „Poślizgu niespodziewanki”.  Teraz mnie to bawi, ale po latach badania możliwości moich tylnonapędowych samochodów już kilkukrotnie udało mi się uniknąć kolizji, która mogłaby się skończyć bardzo nieciekawie. Dlatego jestem pewien, że ma to duży wpływ na świadomość tego co może się zdarzyć podczas prowadzenia samochodu. Teraz wpadając w niespodziewany poślizg polegam na odruchach. Które wykształciły się we mnie podczas długich godzin spędzonych na różnych placach – mniej lub bardziej śliskich. I nie. Nie uważam, że umiem jeździć. Ale ciągle staram się kolekcjonować nowe doświadczenia i dzięki temu zdobywać przydatne doświadczenie. Zamiast takich możliwości pozyskania praktycznej wiedzy zwiększa się ilość pytań, które jak wiemy większość ludzi traktuje jak materiał do wykucia na blachę. Z takimi perełkami kluczowymi dla bezpieczeństwa na drogach jak: wymiary tablicy rejestracyjnej, czy długość drążka zmiany biegów, albo jedno z moich ulubionych: Umiejętność odpowietrzenia układu paliwowego z różnymi typami zapłonu.

W skrócie :

„Wiem, że tablica rejestracyjna ma wymiary 520 x 114 mm, ale kompletnie nie mam pojęcia co zrobić, gdy wpadnę w niespodziewany poślizg.”

Fajnie, a koszty?

Posiadanie dokumentu jakim jest Prawo Jazdy nie jest ani obowiązkiem, ani przywilejem zadeklarowanym w Konstytucji RP. Zdaję sobie w stu procentach sprawę z tego, że kurs bogaty w różne zajęcia o charakterze specjalistycznym byłby po prostu drogi. Ale czy bezpieczeństwo na drogach ma cenę, którą da się przeliczyć na złotówki? Moim zdaniem nie ma. A jak widać na przykładzie innych krajów jak np. Finlandii, gdzie cykl zdobywania prawa jazdy jest naprawdę rozbudowany i bogaty w różnego rodzaju obowiązkowe zajęcia specjalistyczne to ma to realne przełożenie na bezpieczeństwo na drogach. Spójrzcie ilu wybitnych kierowców pochodzi właśnie z tego kraju. Taka specyfika ich dróg, że świeżo upieczony kierowca musi posiadać zestaw umiejętności startowych, które sprawiają, że spora część niedogodności związanych ze specyfiką dróg nie robi na nim wrażenia. Można? Można.

Wszyscy chcieliby tanio, szybko i w ogóle bezproblemowo, by dostać wreszcie ten plastik i mieć wszystko i wszystkich gdzieś. Ale jeżeli z punktu widzenia prawodawcy podeszlibyśmy do sprawy w sposób rzeczowy to faktycznie mogłoby coś zmienić. Młodzi kierowcy nie byliby jak ten śmieszny zielony listek, tylko posiadali by solidne podstawy, aby swoje umiejętności rozwijać w dobrym kierunku. Pozostają jeszcze dwie kwestie jakie chciałbym poruszyć. Przede wszystkim kwestię tego, kto szkoli i kto egzaminuje. Aby zostać instruktorem, jeśli dobrze pamiętam trzeba wyjeździć ok. 300 godzin na dodatkowym kursie i zdać egzamin. Czy to wystarczająco? Odnoszę wrażenie, że to zbyt mało, aby stać się autorytetem, a jedynie, żeby mieć jakiś pogląd na jazdę. Nie musze chyba wspominać, że system jest na tyle dziurawy, że ludzie szkolący młodych kierowców często sami jeżdżą „średnio” i mają problemy z trzymaniem nerwów na wodzy. Czego dowodzą różne filmiki w Internecie. Ale wystarczy przepytać kilku byłych kursantów o ich doświadczenia z instruktorami. Krzyki, brak cierpliwości i metodyki nauczania przyczynia się do tego co mamy na drogach. Czyli niepewnych kierowców posługujących się anemicznymi manewrami. Głównie dlatego, że brakowało czasu, aby mogli w spokoju doszlifować jazdę na tyle, by stała się ona pewną i dynamiczną.

Brak przygotowania metodyczne skutkuje tym, że część jazd szkoleniowych odbywa się w atmosferze strachu i niepewności, bo jeżeli kursant powtórzy pytanie usłyszy coś w stylu „Już powinieneś dawno to wiedzieć! Nie wiesz?!„.

Naturalnie nie mówię, że nie ma w tej grupie zawodowej ludzi, którzy naprawdę mają podejście do kursantów i umiejętności, aby ich czegoś nauczyć, ale często są oni znaczną mniejszością. W statystycznej szkole jazdy na 6 instruktorów zaledwie 1/3 z nich jest chwalona przez kursantów, którzy ich dobrze wspominają. A egzaminatorzy? Hmm… Z mojej wiedzy wynika, że liczy się ilość osób przeegzaminowanych, a nie godziny pracy. Czy coś trzeba jeszcze dodawać? I analogicznie do zaszczytnego grona instruktorów kursanci  muszą znosić tych „leśnych dziadków„, którzy prawo jazdy robili jeszcze za głębokiej komuny(wtedy wyglądało to trochę inaczej) i również nie mają, ani cierpliwości, ani umiejętności, by kogokolwiek egzaminować. Popisywanie się, przed osobami oczekującymi na część praktyczną jest oczywiście normą. (Piski opon, gwałtowne manewry, hamowanie hamulcem ręcznym na placu) – Prawdziwa historia.

I jeszcze pieprzona EKO-jazda

Świetny wymysł UE, jak przypodobać się niedźwiedziom polarnym z koła podbiegunowego. Jakby się można było spodziewać kosztem techniki kierowania. Osobiście eko-jazdę traktuję jako ciekawostkę, którą hobbystycznie można rozwijać, eksperymentując i osiągając przy tym różne wyniki. W takich warunkach, aby nie powodować utrudnień w ruchu. Bardzo ciekawi mnie w jaki sposób sensownie przewidziano weryfikację tego, czy kursant jeździ eko, czy też nie. Skrócenie eko-jazdy do tego, aby wrzucać 5ty, czy 4ty bieg jeszcze przed osiągnięciem 50km/h to jakaś kompletna kpina i żałosny żart. Ale rozumiem, że to ma głębszy sens. Przerabiamy przyszłych kierowców na armię eko zamulaczy tamujących ruch. Jest to jakiś sposób na ograniczenie ruchu na drogach 🙂 A skąd wiadomo, czy taki instruktor/egzaminator posiada jakąkolwiek wiedze na temat eko jazdy podpartą realnym doświadczeniem, czy tylko zapoznał się z ulotką leżącą w poczekalni jego OSK? Każdy kto ma jakieś pojęcie o budowie jednostek napędowych wie, że ciągłe zamulanie silnika tzw. eko-jazdą to wbijanie kolejnych gwoździ do trumny silnika. Każda jednostka musi czasem odetchnąć pełną piersią. Ale wracając do meritum sensu eko-jazdy to przecież jest to coś co szlifuje się wraz z doświadczeniem. W ciągu 30 szkoleniowych godzin, powinno się jedynie dowiedzieć, że takie zjawisko istnieje i jest chwalone przez eko-nazistów, ku uciesze wszelkiej maści serwisów samochodowych.

Reasumując, absurdów jest tak wiele, że aż trudno je wymienić. Godzinami można by rozprawiać nad takimi, czy innymi zagadnieniami. Jedno jest pewne, że jak niemal każda dziedzina regulowana przez rządzących w tym kraju wymaga w dużym stopniu uzdrowienia. A już na pewno system szkolenia kierowców… Bo to jest k*rwa jakaś parodia.

Najlepiej skróćmy, kurs praktyczny do 20h (po co więcej? ), no i dorzućmy, z 50.000 pytań. *

 

*Szczerze obawiam się trochę, że kiedyś zabłądzi tu jakiś polityk i potraktuje tę ironię całkiem poważnie.

 

Podobne wpisy
Jak wygląda garaż marzeń?
Każdy czasem trochę przestaje wierzyć
Kilka pomysłów na prezent dla moto entuzjasty…
Pierwszy moment za kierownicą BMW…
  • Z jednej strony masz rację, i całkowicie zgodzę się ze zdaniem, że kurs uczy jak zdać prawko, a nie jak jeździć 😉 Masz również, rację, że jest za mało praktyki, nie uczą poślizgów i rzeczy faktycznie potrzebnych. Nie wiem czy zdawałeś ostatnio prawko (hehe), ale teraz są takie cuda na teorii, że sam nie dałbym chyba rady. Moja Żona właśnie zdała teorie za 6 razem ( i całe szczęście) i to nie dlatego, że nie umiała, tylko dlatego, że pytania są niesamowicie trudne i często nielogiczne. Sorry, ale pytanie o rozmiary tablicy rejestracyjnej – po cholerę komuś to ? Skoro jest tylko prostokątna i kwadratowa, to po co znać jej wymiary 😛 W jakimś felietonie Pan Iwaszkiewicz zauważył, że większy procent ludzi zdaje licencje komandosa, niż prawko ;). Tak jakby posiadanie prawa jazdy miało być dla VIPów, bo cena ciągle rośnie, absurdy rosną (a od nowego roku ten ekodrajwing;/ ) – ludzie głupieją ;). A zdawalność na poziomie 40 procent to jakiś śmiech – i nie oznacza, ze ludzie są głupi, tylko, że ten cały egzamin na prawko jest ABSURDALNY. I dalej – jeśli wprowadzą jeszcze dodatkowe zajęcia z poślizgów itp to ile to będzie kosztować ?? 3 tys. zł za naukę? Plus kasa na egzamin ? Mało, który Polak może sobie na to pozwolić…

    Chociaż w Polsce jest nadal łatwiej niż w krajach skandynawskich 😉

    • Zdawałem, bodajże 6 lat temu.(musiałbym spojrzeć, by się upewnić). Wtedy było dość prosto, ale niech Cię to nie zmyli. Nigdy nie miałem nic przeciwko konstruktywnej nauce. Jednakże mam znajomego, który właśnie jest w trakcie norweskiego kursu i pomimo ceny i wymagań to docenia formę szkolenia.

      Jeśli chodzi o koszty rzędu 3 tyś zł. To patrzę na to tak, że jeżeli w ramach tej kwoty otrzymywałbyś kurs, który dawałby Ci solidne podstawy do prowadzenia samochodu, to nie byłoby to takie złe. Wychodzę z założenia, że można płacić, ale jeżeli wie się za co się płaci. Wiesz, może to jest jakaś zmasowana akcja? Więcej ludzi pójdzie do służb specjalnych niż do woja… Podobno w każdym szaleństwie jest metoda…

      PS. Rozumiem, że moje zdjęcie w Avatarze może być mylące. Ale wtedy byłem zupełnie młody i pełen energii do życia 😀
      Pozdrawiam 🙂

  • Moim zdaniem obecne eko-przepisy zdawania egzaminu powinny być uznane za sprzeczne z prawem. Skoro ja jadąc 50 km/h na jedynce nie dostane mandatu, to czemu kandydat na kierowce ma oblać przez ten sam manewr egzamin?

    • Widzisz, bo to wszystko jest jakieś takie dzikie… A wszystko dlatego, że ustawodawcy często mają bardzo mało wspólnego z kierowcami. Ale muszą wymyślać bzdury, aby udawać przed społeczeństwem, że coś robią i po coś ich ministerstwo zostało powołane.
      A brak podstawowej wiedzy na temat automobilizmu i motoryzacji sprawia, że nowe regulacje nadają się do zastosowania tylko w Utopii istniejącej w ich umysłach. Takie odnoszę wrażenie…

      • To nie utopia tylko głupota. A nawet jak już mają oni jakąś wizję to musi być ona spójna. Nie może być tak, że kursant oblewa egzamin za coś co nie jest w przepisach zabronione.

        • Istnieje teoria, która mówi, że to część większego planu, który ma na celu zmniejszenie ilości samochodów na drogach UE. Utrudnienie zdobycia prawa jazdy, posiadaczom masowe zatrzymania uprawnień i skończy się tak, że będziemy niczym Korea Północna, gdzie samochody posiadać mogą tylko wojskowi i urzędnicy państwowi.
          Ciągle gdzieś słyszę, że „w każdym szaleństwie, jest ukryta metoda”.

Ta strona używa plików cookies (ang. ciasteczka). Możesz je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki.
więcej o cookies
Ok